Żyć Dobrze

Analfabetyzm wtórny, czyli gdzie są cycki?

Analfabetyzm wtórny, czyli gdzie są cycki?

Kilka dni temu słyszałem w radio, jak mówili, że Polacy nie potrafią czytać. Odsetek analfabetów rzekomo jest tak duży, że musiałem też tę samą wiadomość wyczytać w kilku miejscach w sieci. Sytuacja jest alarmująca - jak przekonują. Czy ja wiem? No dobra, zgodzę się, że czytamy coraz mniej książek, czy prasy tradycyjnej, niemniej czy to musi zaraz czynić nas niezdolnymi do czytania w ogóle? I tak i nie.

 

Niepokój każdego zwykłego człowieka powinna wzbudzić świadomość zaistniałej sytuacji. Mianowicie - powszechna zawsze i wszędzie łacina podwórkowa wdziera się coraz głębiej. Nie we wszystkich kręgach oczywiście. Niemniej coraz częściej można spotkać ludzi, którzy nie potrafią się inaczej wysłowić jak niezwykle barwną wiązanką wulgaryzmów.

Siarczysty język potrafi wyrazić w sposób niezwykle przystępny i zrozumiały dla każdego potężną dawkę emocji, tylko czy rzeczywiście życie tak wielu osób bez przerwy jest takie zachwycające? Język polski jest językiem pięknym, bardzo bogatym, kwiecistym wręcz. Nie trzeba wcale wielkiego wysiłku, ażeby formować swoje wypowiedzi w sposób poprawny - zarówno stylistycznie, jak i estetycznie. Społeczeństwo niestety posiada zbyt duże braki w słownictwie, które będą się jedynie pogłębiać. Kto chce rozwijać swój własny słownik - ma do tego prawo i bardzo szeroki wachlarz możliwości. Co z tego jednak, jeśli większość nie czuje tej potrzeby? W szkołach lektur coraz mniej, wypowiedzi pisemne coraz łatwiejsze, a matura... opiera się na umiejętnościach, które niegdyś musiało posiadać dziecko w szkole podstawowej - na czytaniu ze zrozumieniem. To chyba nie jest rozwój, jakiego definicja widnieje w słowniku...

Zresztą, po co komu słownik skoro są cycki!

Od kilku lat przeglądam w wolnym czasie serwisy społecznościowe typu social news i zauważam na nich równie zatrważającą tendencję. Niegdyś tętniące życiem strony, na których wręcz roiło się od ciekawostek nie z tej ziemi, zamieniły się w równie aktywne - śmietniki. Nie jest to może zasadą, gdyż wciąż można znaleźć dobre strony, które są odpowiednio moderowane. Można na nich zawsze znaleźć coś, co uczyni dzień lepszym. Jakaś ciekawostka z dziedziny biologii, czy może ciekawa galeria zdjęć lub nawet felieton o tym, czy o tamtym. Ciężko jednak o takie miejsca.

Te wspaniałe „kuźnie wiedzy" zamieniły się w wysypiska śmieci, które co rusz przypominają strony 18+, a nie to, czym pierwotnie były. Nie żeby mi w jakikolwiek sposób wadziły cycki, co jak co, są bardzo fajne, ale... No właśnie.
Raptem kilka lat temu twórca Internetu wierzył, że będzie on wykorzystywany do celów naukowych. Dzisiaj dominują w nim morderstwa, cycki oraz nastolatki kreujące się na gwiazdy. Na jego miejscu byłbym bardzo rozczarowany.

Pozostałe serwisy społecznościowe też niestety tracą na wartości - o ile jakąkolwiek (poza poznawczą) posiadały. Bardzo miło jest być w stałym kontakcie z rodziną, znajomymi. Jeszcze lepszą opcją jest możliwość odszukania osób, które wyjechały, czy z którymi od dawna, z różnych przyczyn, nie mamy kontaktu. Wszystko to brzmi tak sielankowo, że trzeba to doprawić odrobiną rzeczywistości.

 

„Hej, idziemy pić?"

„Ale się wczoraj najebałem", „lOfCiAm MoJą kLóSeChKę", a także seria zdjęć typu imprezowego oraz negliżowego, czyli pokaż kotku co masz w środku...
Internetowy ekshibicjonizm to jedno, każdy lubi się pochwalić - jeśli ma czym. Odkrywamy karty, mówimy o sobie jasno, odtajniamy wszelkie swoje dane. Jak ktoś lubi - jego sprawa.

Tematem przewodnim jest jednak nasz ojczysty język, który w sposób radykalny ubożeje, zatem powróćmy do niego. Razi zarówno forma, jak i przekaz.
Błędy ortograficzne, językowe, stylistyczne, interpunkcyjne, gramatyczne (!) - nagminnie. Zrozumiałym jest, że w Internecie można stosować formę luźniejszą. Nie dziwi też swoiste słowotwórstwo, czy zapożyczenia, ale na litość!!! - większość przeglądarek posiada autokorektę.
Przekaz - podobnie. Oczywiście, że nie ma nic złego w imprezowaniu. Tym samym wyjście na piwo, czy wszelkiego rodzaju uwielbienie cycków nie jest niczym nagminnym. Każdy ma też prawo mówić o tym głośno, bo i kto mu zabroni, a może i - czemu nie?
Tylko dlaczego, powtarzam raz jeszcze - DLACZEGO - wracamy do prehistorii? Czy poważnie jest nam tak spieszno z powrotem na drzewo?

Od zarania dziejów ludzkość parła do przodu, coraz to bardziej się rozpędzając (no może poza średniowieczem). Wiedza społeczeństwa wzrastała, rozwijały się technologie, kultura. Ludzie kreowali swoje myśli, marzenia, uczucia. Chęć poznania, zrozumienia, znalezienia odpowiedzi na wszystkie pytania. A dzisiaj?

Tu cycki, tam cycki i tam też... cycki. Analfabetyzm wtórny. Permanentny regres.

Dawniej było ciężko zdobyć książkę, czy też dobry esej, felieton. Obecnie - jeszcze ciężej zdobyć czytelnika, który nie poprzestanie na tytule i zdjęciach załączonych do tekstu. Niestety - świat zatoczył koło. Zdecydowanie nie tak powinien wyglądać XXI wiek, chociaż jest jeszcze nadzieja. W końcu „gdyby nie sranie to zostałbym analfabetą", jak niegdyś zasłyszałem, sam nie pamiętam już gdzie...

Łukasz Heger