Intymność oznacza bliskość. Akt intymności dokonuje się zawsze wtedy, gdy dwie osoby wchodzą ze sobą w kontakt cielesny. Jaka jest natura tego kontaktu? Czy będzie to uścisk dłoni czy zespolenie miłosne, poklepanie po plecach, uderzenie w twarz, wykonanie manikiuru czy też interwencja chirurgiczna? Każdemu fizycznemu kontaktowi dwojga ludzi towarzyszy coś czy jest to zawsze kontakt intymny?

 

Przyjrzyjmy się temu co robią ludzie? Nie tego, co mówią - nawet gdy mówią - o tym, co robią, lecz jedynie tego, co rzeczywiście robią.

Metoda jest dość prosta - korzystanie z własnych oczu - ale zadanie nie jest tak łatwe, jak się wydaje. Mimo samodyscypliny nieustannie narzucają się nam pewne słowa i z góry wyrobione sądy. Dorosłemu człowiekowi z trudnością przychodzi obserwowanie jakiegokolwiek zachowania ludzkiego tak, jakby widział je po raz pierwszy, ale tak właśnie trzeba. Problem jest oczywiście tym trudniejszy, im bardziej znajome i zwyczajne jest dane zachowanie; ponadto, im bardziej intymne jest dane zachowanie, tym bardziej jest ono nacechowane emocjonalnie, i odnosi się to nie tylko do uczestników, lecz także do obserwatora.

Być może dlatego tak mało było dotąd badań nad zwyczajną ludzką intymnością, mimo że są one tak ważne i ciekawe. Dużo wygodniej jest studiować coś tak odległego od ludzkich spraw jak, powiedzmy, zachowanie pandy wielkiej związane z pozostawianiem przez nią śladów węchowych na danym terytorium albo też zachowanie zielonego acouchi związane z zagrzebywaniem pożywienia. Jest to łatwiejsze niż obiektywne i naukowe badanie czegoś tak „dobrze znanego" jak obejmowanie się ludzi, matczyny pocałunek czy pieszczoty kochanków.

Reklama

W coraz bardziej zatłoczonym i bezosobowym środowisku społecznym coraz istotniejsze staje się jednak ponowne rozważenie, jaką wartość mają bliskie stosunki osobiste, a co za tym idzie postawienie sobie rozpaczliwego pytania, „co się stało z miłością?". Biologowie nie kwapią się do używania słowa „miłość", jakby odzwierciedlało ono jedynie jakiś romantyzm uwarunkowany kulturowo. Tymczasem miłość jest faktem biologicznym. Związane z nią subiektywne, emocjonalne radości i cierpienia są może głęboko ukryte i tajemnicze, a przez to trudno dostępne dla badań naukowych, ale zewnętrzne znaki miłości i związane z nią działania dają się łatwo obserwować.

Mówi się niekiedy, że próba wyjaśnienia, czym jest miłość, prowadzi do wniosku, że właściwie miłość nie istnieje, ale sąd taki jest zupełnie nie uzasadniony. W pewnym sensie ubliża to miłości, gdyż sugeruje, że nie wytrzymuje ona próby oglądu w jaskrawym świetle, niczym starzejąca się, ukryta pod makijażem twarz. Ale w dynamicznym procesie tworzenia się silnych więzi między dwojgiem ludzi nie ma nic złudnego. Jest to coś, co dzielimy z tysiącami innych gatunków zwierząt i co przejawia się w relacjach rodzice-dzieci, w relacjach seksualnych i w bliskich związkach między przyjaciółmi.

Nasze intymne spotkania odbywają się przy udziale czynników werbalnych, wzrokowych, a nawet węchowych, ale nade wszystko - kochanie polega na dotykaniu i kontakcie cielesnym. Często mówimy o tym, w jaki sposób mówimy, i nierzadko usiłujemy zobaczyć, w jaki sposób widzimy, ale nie wiadomo dlaczego rzadko dotykamy sposobu, w jaki dotykamy. Być może dotyk jest czymś tak elementarnym - często nazywany bywa matką zmysłów - że mamy skłonność to traktowania go jako czegoś oczywistego. Niestety, prawie niezauważenie staliśmy się coraz mniej dotykalni, coraz bardziej oddaleni od siebie, a tej niedotykalności fizycznej towarzyszy dystans psychiczny. Wygląda to tak, jakby współczesny mieszkaniec miasta włożył na siebie uczuciową zbroję i trzymając delikatną jak aksamit rękę w żelaznej rękawicy, poczuł się uwięziony i oderwany od uczuć nawet swoich najbliższych towarzyszy.

Ciało każdego człowieka nieustannie wysyła sygnały do innych ludzi. Jedne z tych sygnałów zapraszają do intymnego kontaktu, inne zaś zniechęcają. Nigdy nie wchodzimy z nikim w kontakt cielesny bez uprzedniego starannego odczytania znaków - chyba że się z kimś niechcący zderzymy.

Nasze umysły są jednak bezbłędnie zaprogramowane tak, by sprostać trudnej sztuce oceny tych sygnałów zapraszających, dzięki czemu nieraz w ułamku sekundy potrafimy rozeznać daną sytuację towarzysko-społeczną. Gdy w tłumie ludzi niespodziewanie dojrzymy osobę, która robi na nas duże wrażenie, już po upływie kilku chwil od momentu zatrzymania na niej wzroku jesteśmy gotowi pochwycić ją w objęcia. Nie oznacza to wcale, że działamy nierozważnie. Po prostu znaczy to, że komputery w naszych czaszkach wspaniale potrafią wykonać błyskawiczne, niemal natychmiastowe kalkulacje oceniające wygląd i nastrój wszystkich tych licznych osób, z którymi stykamy się w ciągu dnia.

Setki sygnałów informujących o szczególnych cechach kształtu, wielkości, koloru, dźwięku, zapachu, postawy, ruchów i wyrazu twarzy tychże błyskawicznie zaczynają atakować nasze zmysły, a wtedy zaczyna pracować nasz komputer towarzyski i zaraz otrzymujemy odpowiedź na pytanie, dotykać czy nie dotykać.

Dokładnie tak. Dotykać, czy nie dotykać? Oto jest pytanie. Pytanie, które może nie na wprost, ale jednak  daje odpowiedź na nasze pytanie tytułowe: co się stało z naszą intymnością?

 

Dodaj komentarz
Kod antyspamowy Odśwież