Ludzki wzorzec zachowań seksualnych jest bardzo skomplikowany. Obejmuje on nie tylko aktywne spółkowanie, lecz też wszelkie niuanse zalecania się i szeroko wykorzystywane techniki pobudzania, które składają się na zachowanie przedkopulacyjne.

 

Innymi słowy, wzorzec ten przez wiele lat jest nie tylko realizowany z wielką częstotliwością i z rzadkimi przerwami na „fazy spoczynkowe" w cyklach reprodukcyjnych kobiety, ale ulega jeszcze przedłużeniu i rozbudowaniu. Owo wzbogacenie praktyk ludzkiego życia seksualnego jest możliwe dzięki uzupełnieniu tego, co stanowi dziedzictwo wszystkich naczelnych, rozmaitymi kontaktami cielesnymi i innymi przejawami intymności.

Jakie są źródła dodatkowych kontaktów cielesnych?

Skąd biorą się u nas te wszystkie delikatne, niepewne dotknięcia, trzymanie się za ręce w okresie zalotów i owe pełne namiętności ruchy mające wywołać podniecenie w czasie gry wstępnej? Jak się zdaje, niemal wszystko to wywodzi się z przejawów intymności między matką a dzieckiem. Prawie żadna z tych praktyk nie jest „nowa" i nie rozwinęła się tylko po to, by służyć wyłącznie celom seksualnym. Pod względem zachowania zakochanie się bardzo przypomina powrót do okresu niemowlęctwa.

Reklama

Badając okres dorastania, stopniowe ograniczanie zakresu następującego w najwcześniejszych latach całkowitego obejmowania, stwierdzono ubytek, a później zanik przejawów intymności cielesnej. Następnie, przyglądając się młodym kochankom, stwierdzono, że cały ten proces przyjmuje odwrotny bieg.

Pierwsze zachowania w sekwencji seksualnej są właściwie takie same jak każdy inny rodzaj interakcji towarzyskiej między dorosłymi. Następnie, stopniowo, wskazówki zegara zachowań zaczynają się cofać. Oficjalne podanie sobie rąk i banalna rozmówka podczas przedstawiania się mają to samo pochodzenie co trzymanie się opiekuńczej ręki w dzieciństwie. Młodzi kochankowie chodzą trzymając się za ręce, tak jak kiedyś każde z nich trzymało za ręce rodziców. Ich ciała z rosnącym zaufaniem zbliżają się do siebie i wkrótce jesteśmy już świadkami jakże miłego powrotu do intymnego objęcia frontalnego, czemu towarzyszy zetknięcie się głów i pocałunek. W miarę pogłębiania się wzajemnego stosunku cofamy się jeszcze bardziej do czasów, gdy nas delikatnie pieszczono. Znów ręce gładzą twarz, włosy i ciało ukochanej osoby. Wreszcie kochankowie są znów nadzy i po raz pierwszy od czasów niemowlęcych czują na swoich narządach płciowych dotyk ręki innej osoby.

Reklama

powiększanie penisa
feromony

Tę powrotną podróż w czasie odbywają nie tylko z pomocą ruchów, ale i głosów, delikatny ton wymawianych słów staje się bowiem ważniejszy od samych słów. Nierzadko używane formy językowe nabierają cech infantylizmu i powstaje coś w rodzaju „mowy dzidziusia". Młodzi wspólnie napawają się poczuciem bezpieczeństwa i, podobnie jak w czasach niemowlęctwa, cały zgiełk świata zewnętrznego nie ma dla nich większego znaczenia. Rozmarzone oczy zakochanej dziewczyny nie przypominają czujnego wyrazu twarzy dziecka, raczej błogą obojętność buzi zadowolonego niemowlęcia.

Ten powrót do intymności, tak piękny dla tych, którzy go doświadczają, przez innych bywa często traktowany z pewnym odcieniem lekceważenia. Wyraża się to w różnych powiedzonkach, jak: „Witaj miłości, żegnaj mądrości"; „Miłość to cierpienie"; „Miłość jest ślepa"; „Na miłość i na głupotę nie ma lekarstwa"; „Miłość i mądrość nie zawsze, chodzą w parze"; „Kochankowie to urodzeni głupcy".

Nawet w literaturze naukowej termin „zachowanie regresywne" ma zabarwienie negatywne, nie opisując tego zjawiska obiektywnie i bezstronnie. Rzecz jasna, infantylne zachowanie osób dorosłych nie jest najlepszym sposobem radzenia sobie w pewnych sytuacjach, ale w tworzeniu głębokiej więzi wzajemnej młodych kochanków odgrywa rolę pozytywną. Najlepszym sposobem na stworzenie takiej więzi jest wszechstronny, intymny kontakt cielesny i wiele tracą ci, którzy się przed nim powstrzymują, uważając go za „dziecinadę" lub przejaw infantylizmu.

Gdy zaloty osiągają stadium przedkopulacyjne, wzorce z czasów dzieciństwa bynajmniej nie zanikają, ale wręcz się odradzają, aż wreszcie dochodzą do fazy ssania piersi matki.
Zwyczajny pocałunek, podczas którego wargi delikatnie dotykają ust lub policzka kochanki czy kochanka, zamienia się w energiczne i dynamiczne przyciskanie. Uruchamiając mięśnie warg i język, partnerzy nacierają wzajemnie na swoje usta, wpijając się w nie, jakby chcieli wydobyć z nich mleko. Rytmiczne ssanie i ściskanie wargami, a także badawcze lizanie przypomina to, co robią głodne niemowlęta. Takie aktywne całowanie nie ogranicza się już do ust partnerki czy partnera. Dociera także do innych miejsc, jakby szukając dawno utraconego matczynego sutka. W tym poszukiwaniu język wędruje po całym ciele, odkrywając pseudosutki, jakimi są płatki uszu, palce u nóg, łechtaczka i członek, a także oczywiście same brodawki partnerki czy partnera.

Sama przyjemność doznań seksualnych płynących z takich praktyk to tylko część prawdy. Istnieje jeszcze bardziej bezpośrednia przyjemność płynąca z ponownego doznawania rozkosznego kontaktu oralnego, jakim jest interakcja podczas ssania w okresie niemowlęctwa.

Efekt ulega wzmocnieniu, gdy pseudopiersi uzyskają możliwość produkowania pseudomleka. Można to osiągnąć przez wzmożone ślinienie się kochanka czy kochanki lub przez zwiększoną ilość wydzielin z narządów płciowych kobiety i płynu nasieniowego mężczyzny. Kiedy kobieta trzyma w ustach męski członek aż do wystąpienia wytrysku, wówczas można powiedzieć, że pieszczota ta została uwieńczona jakby „wypływem mleka" z pseudopiersi. Podobieństwo to zostało zauważone już w siedemnastym wieku, kiedy to slangowe wyrażenie określające tę czynność jako „dojenie" weszło do języka potocznego.

Zachowania infantylne nie zanikają całkowicie nawet po zakończeniu stadiów przedkopulacyjnych i po rozpoczęciu samego spółkowania. I tak ściskanie lub trzymanie partnerki nie zawsze służy ułatwieniu partnerowi ruchów kopulacyjnych, lecz jest dotykowym sygnałem intymności.

W ilustrowanych podręcznikach seksu można obliczyć częstotliwość występowania kontaktów pozagenitalnych towarzyszących ruchom kopulacyjnym. Uwzględniając tylko ilustracje ukazujące mężczyznę i kobietę w prawdziwym akcie spółkowania, aż 74 procent pozycji kopulacyjnych pokazuje, jak ręka (lub ręce) jednego z partnerów ściska lub dotyka jakiegoś fragmentu ciała drugiego w sposób, który nie służy „stabilizacji" ciała. Ponadto jest tam wiele przykładów obejmowania się i całowania oraz kontaktów głowa-głowa bez pocałunków, a także pewna liczba kontaktów ręka-głowa i ręka-ręka. Wszystkie te czynności są w zasadzie związane z obejmowaniem się, częściowym obejmowaniem się, czy też niektórymi elementami obejmowania się. Wynika stąd, że u człowieka kopulacja składa się z właściwego dla wszystkich dorosłych naczelnych aktu parzenia się i z nawrotu do niemowlęcego aktu obejmowania. Ten drugi element jest obecny w całej sekwencji zachowań seksualnych, od jej najwcześniejszych etapów, czyli zalecania się, aż do jej finału. Człowiek nie kopuluje z narządami płciowymi należącymi do osoby płci przeciwnej, lecz „kocha się" z całą kompletną i konkretną osobą. Dlatego właśnie u ludzi wszystkie etapy sekwencji zachowań seksualnych, ze spółkowaniem włącznie, mogą służyć wzmocnieniu tworzącego się związku pary i chyba właśnie dlatego u kobiety czas receptywności seksualnej uległ przedłużeniu, rozciągając się znacznie poza granice okresu owulacji. Można by wręcz powiedzieć, że dzisiejszy człowiek dokonuje aktu kopulacji nie po to, by zapłodnić jajo, lecz by zapłodnić wzajemny związek. Tak czy inaczej nie istnieje tu groźba nadmiernej reprodukcji, gdyż nawet ten ułamek aktów płciowych, który przypada na okres owulacji, wystarcza do wyprodukowania dostatecznej liczby potomstwa, czego dowodem są miliardy ludzi zaludniające ziemię.

 

Dodaj komentarz
Kod antyspamowy Odśwież