Naukowcy zidentyfikowali gen, który powinien pomóc wyjaśnić dlaczego umiarkowane picie może nas chronić przed atakiem serca. Samoobrona organizmu, choć powolna, opiera się w tym przypadku na efekcie wynikającym z obecności tzw. "dobrego cholesterolu". Osoby nie nadużywające zbytnio alkoholu mogą się liczyć z niewielkim ryzykiem ataków serca, ale najnowsze badania dowodzą, że zależność ta jest funkcją uwarunkowań genetycznych.

 

To właśnie geny wytwarzają enzym o nazwie dehydrogenasa, który "zwalcza" alkohol. W tym przypadku działanie genu jest dwojakiego rodzaju: z jednej strony dokonuje metabolizacji alkoholu powoli, z drugiej szybko.

W istocie rzeczy chodzi o działanie genu pojawiającego się w dwóch postaciach. Dziedziczymy po rodzicach po jednej kopii każdego z tych genów. Osoby obdarzone genem zwalczającym alkohol powoli zobojętniają jego działanie 2,5 razy wolniej od pozostałych.

 

Reklama

 

Badania wykonane przez amerykańskich specjalistów dowodzą, że osoby, które mają tzw. gen powolny w przypadku wypijania jednego drinka dziennie, szczęśliwie mogą się liczyć z ryzykiem ataku serca mniejszym o 85 proc. niż osoby, które mają dwa "szybkie" geny i piją sporadycznie.

Szybkie geny dają ponadto ochronę osobom, które nie tylko piją, ale i "zawalają noce". To one gwarantują o 35 proc. niższe ryzyko ataku serca w porównaniu z tymi, którzy mają geny powolne.

Z badań wynika także, że "przetrzymywanie" alkoholu w organizmie w ograniczonej ilości podwyższa poziom "dobrego" cholesterolu. W badaniach nie ujęto zależności pomiędzy ryzykiem ataku serca a tzw. piciem ryzykownym.

Można przyjąć, że wszystko jest dla ludzi. Jednak w tym, jak i w każdym innym przypadku umiar jest raczej zalecany.

 

 

Dodaj komentarz
Kod antyspamowy Odśwież