Europejski model państwa opiekuńczego, czy to rozdęta ponad granice rozsądku odmiana z południa, czy rzekomo niedostatecznie altruistyczna jego odmiana znana z naszych stron kontynentu, rozpieszcza na wiele możliwych sposobów swojego obywatela. Trwa to już od kilku pokoleń. Zostaliśmy przez te "wygody" tak uwarunkowani, że ciężko nam sobie wyobrazić, iż może być inaczej.

 

Europejczyk przywykł, że istnieje państwowa służba zdrowia, policja, system edukacji, koleje i tym podobne, które są opłacone (przy aprobacie lub nie) z jego ciężko zarobionych pieniędzy w formie podatków. W skrócie, państwo jest aktywnym uczestnikiem życia publicznego i gospodarczego obywateli i używa do tego środków "złupionych" na swoich obywatelach.

Ponadto, większość rządów wciąż te kompetencje powiększa, ku uciesze przeważającej części społeczeństwa. Nie oznacza to jednak, że nie istnieje silna reprezentacja środowisk opozycyjnych do tego typu rozwiązań. W Polsce rośnie także krąg osób skrajnie antypaństwowych, czyli libertarian.

 

Reklama

 

Libertarianizm, czyli co?

Jedną z osób związanych z libertarianizmem w Polsce jest nieznany w szerszych kręgach, Jakub Wozinski, który jest autorem ciekawej pozycji literackiej pt: "To nie musi być państwowe". Wracając jednak do samej ideologii, w dużym (i krzywdzącym) uproszczeniu, libertariańska wizja państwa zakłada minimalne kompetencje tego tworu, zwanego nawet w owych kręgach "Lewiatanem".

Główną rolą państwa jest ochrona wolności własnych obywateli. Usługi obecnie świadczone przez państwo powinny być zatem dostarczane na rynek jedynie za pomocą prywatnych instytucji (w niektórych koncepcjach libertariańskich nawet państwa są prywatne). Powodem dla którego te rozwiązania miałyby być lepsze jest niewydolność funkcjonowania państwa, uciążliwość biurokracji, tłamszenie przedsiębiorczości podatkami, nakładanie rozmaitych obowiązków, które ograniczają wolność jednostki jak szkolny, czy wojskowy itp. Wróćmy jednak do książki.

 

to nie musi

 

Co w tej książce?

Sama książka jest napisana w duchu libertariańskim lecz nie jest nachalna ideologicznie. Pan Wozinski w "To nie musi być państwowe" zawarł pokaźny zbiór historycznych przykładów, które mogą jednak zaburzyć spokojne funkcjonowanie przeciętnego Europejczyka. Książka udowadnia, że policja, lasy, latarnie morskie, biblioteki, a nawet sądy były lub czasem nawet są do dziś w prywatnych rękach, a ponadto funkcjonowały wydajniej.

Przykłady te obalają stosowany powszechnie mit o tym, że niektóre z usług dostarczanych przez państwo są na rynku nierentowne i żadne przedsiębiorstwo się tym nie zajmie. Jest wprost przeciwnie i nierzadko to państwo ingerencjami w rynek zaburza jego funkcjonowanie eliminując prywatnych przedsiębiorców z poszczególnych rynków.

Ponadto, książka odpowiada też na słynne w środowiskach wolnościowych pytanie "Kto zbuduje drogi?", które to pytanie jest często zadawane osobom chcącym zmniejszać kompetencje administracji państwowej w ramach szach-matu.

 

strefa prywatna

 

Nie chcę tego czytać, bo trzeba myśleć

Dzieło Jakuba Wozinskiego ma tę cechę, że czyta się je łatwo i przyjemnie. Jakkolwiek autor z pewnością włożył ogrom pracy w jej powstanie, nie jest to praca naukowa, a zbiór bardzo interesujących przykładów z historii, które poszerzają horyzonty myślenia. "To nie musi być państwowe" jest zatem doskonałą pozycją na lato. Przyjemna, lekkostrawna, rozwijająca, wciągająca, zaskakująca.

W skrócie, jest to książka, która dla współczesnego człowieka przedstawia bardziej pomysłowe kreacje, niż te znane z dzieł Philipa Dicka. Różnica jest jednak taka, że Wozinski opisuje, może i zapomnianą, ale jednak prawdę historyczną, a Dick to pisarz science fiction.

Karol Sywec

 

Dodaj komentarz
Kod antyspamowy Odśwież