Krzysztof Kolumb, Jan III Sobieski czy Albert Einstein -  trzej wielcy ludzie, którzy zapisali się na kartach historii złotymi głoskami. Co łączy wyżej wspomnianych panów poza ich doniosłymi czynami? Każdy z nich musiał w pewnym momencie życia podjąć decyzję, która zaowocowała późniejszymi dokonaniami. Decyzję, która wymagała od nich odwagi, konsekwencji i samozaparcia. Jednym słowem, każdy z nich w pewnym momencie musiał opuścić swoją strefę komfortu.

 

Kolumb nigdy nie odkryłby Ameryki, tylko żeglował po okolicznych akwenach; Sobieski nie ruszyłby z odsieczą wiedeńską i muzułmanów byłoby dziś w Europie trochę więcej niż obecnie; a Einstein nigdy nie zostałby symbolem geniuszu i nie mielibyśmy jego zdjęcia na co drugim podręczniku do fizyki. Tak mogłoby to wyglądać gdyby owi panowie pozostali w swoich strefach komfortu i prowadzili spokojne, przewidywalne życie.

Czym jest ta strefa?

Spieszę z wyjaśnieniem! Otóż pojęcie to dotyczy każdego z nas. Strefa komfortu to obszar dobrze nam znanych, codziennych czynności i przyzwyczajeń. Czujemy się w niej bezpiecznie i komfortowo, funkcjonujemy w niej na co dzień, a więc wszystkie działania w jej ramach pozostają w 100% przewidywalne. Na pozór wszystko wygląda idealnie. W końcu każdy z nas dąży w życiu do bezpieczeństwa i stabilizacji.

Reklama

To jednak tylko złudne pozory, które co gorsza, tak chętnie i skrzętnie pielęgnujemy

Tę wygodę i bezpieczeństwo brutalnie porównać można do zsikania się w majtki w zimowy dzień. Co z tego że czujemy przyjemne ciepełko, skoro nasz smród czuć na kilometr? Nasza bezpieczna przystań staje się w tym momencie pułapką, złota klatką, którą sami sobie budujemy. Na początku wydawać się to może przyjemne, lecz z czasem poczujemy rutynę i zmęczenie panującym stanem rzeczy. Problem w tym, że nie wielu jest w stanie zmienić swoje położenie, bowiem strefa komfortu „wessała” ich tak głęboko, że w ich życiu musi dojść do poważnego zwrotu, aby dopuścili myśl o zmianach.

 

W ustrojach dyktatorskich lub autorytarnych władza często wpływa na obywateli używając aparatu propagandy

W poprzedniej epoce wiele mówiło się o przyjaźni polsko-radzieckiej czy przedstawiało Stalina jako dobrotliwego wujka i gospodarza swojego kraju. Dziś wszystkie te hasła wzbudzają jedynie śmieszność, kiedyś jednak wielu święcie w nie wierzyło. Podobnie jest z naszą strefą komfortu, która z czasem staje się obszarem szerzenia propagandy. Hasła, które sami sobie wmawiamy, aby w niej pozostać to m.in.: „mnie się nigdy nie udaje”, „po co się wysilać?”, „wszystko jest OK, więc po co coś zmieniać”, „jestem już za stary, żeby próbować czegoś nowego”, „to na pewno się nie uda”.

Kłamstwa powtarzane w ten sposób z czasem „wejdą” nam do głowy i zaczniemy traktować je jak prawdę o nas samych. W skutek czego uwierzymy, że jesteśmy do niczego, a granica naszej strefy komfortu stanie się granicą naszego rozwoju.
Jeśli więc chcemy konkretnych zmian i polepszenia jakości naszego życia, pewne jest że musimy opuścić naszą strefę komfortu. Tylko jak to zrobić?

 

Moim zdaniem najlepsza jest metoda małych kroków

Zacznijmy od drobnych zmian w naszym życiu i starajmy się aby każda kolejna była większa od poprzedniej. Pojedź do pracy autobusem, a nie samochodem; spróbuj potrawy, której do tej pory nie jadłeś; wybierz się na spacer dalej niż przechadzałeś się zwykle. Efekt tego będzie większy niż może Ci się wydawać. Mózg ludzki działa na zasadzie adaptacji, co oznacza, że musi dochodzić do wszystkiego powoli. Drobne zmiany w naszym życiu sprawią, że szukanie nowych doświadczeń, stanie się dla nas naturalne. Rzucaj się w nowe, nieznane Ci dotąd sytuacje i wydarzenia. Podejdź i zagadaj do dziewczyny, u której wszyscy mówią że nie masz szans, postaw się komuś jeśli obraża Cię czy mówi coś z czym się nie zgadzasz, pogadaj z szefem o podwyżce. Istnieje cała masa sytuacji, które mamy ochotę zrobić, ale często odpuszczamy i nie ukrywajmy, szczerze potem żałujemy.  

Należy jednak wspomnieć, że za każdym razem kiedy postawimy stopę poza strefę komfortu poczujemy olbrzymi dyskomfort. Poczujemy się bardzo źle i nieswojo. Nagle ktoś wyrzuca nas z ciepłego łóżka i wrzuca w sam środek zawieruchy. Strach i niepewność w takiej sytuacji to naturalne uczucia, od nas jednak zależy czy wrócimy w ciepłe pielesze czy zaprzemy się sami w sobie i ruszymy w nieznane.

Jeśli wybierzemy to drugie możemy być pewni, że nie pożałujemy swojego wyboru gdy znajdziemy się na końcu obranej drogi. Ludzie, którzy osiągnęli sukces w swoich dziedzinach, to właśnie ci którzy nie bali się próbować czegoś nowego, czy nie poddawali się pomimo wielu porażek. Niepowodzenia są naturalną częścią tego procesu, to one hartują nasz charakter i to dzięki nim wyrabiamy w sobie wytrwałość, która pozwala nam w końcu osiągnąć cel. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że na każdy sukces przypada średnio naście lub więcej porażek.

Nie jestem mówcą motywacyjnym czy profesjonalnym coachem, jednak mam nadzieję, że mój tekst zainspiruje wielu ludzi, których życie uległo stagnacji. Sam nieraz znajdowałem się w strefie komfortu, lecz potrafiłem na czas rozpoznać sytuacje i powziąć decyzje, które sprawiły że wciąż się rozwijam i nie popadam w rutynę. Należy podejmować pracę nad sobą, rozpoznawać i nazywać swoje słabości.

 

W końcu zidentyfikowany przeciwnik to osłabiony przeciwnik

Myślę, że najlepszą pointą będzie hasło, które znalazłem w Internecie, a które moim zdaniem świetnie oddaje to wszystko co mieści się w temacie związanym ze strefą komfortu - „Magia zaczyna się tam, gdzie kończy się Twoja strefa komfortu”.

Bartek Orzechowski

 

Dodaj komentarz
Kod antyspamowy Odśwież