Miłość romantyczna to tylko jedna z tysiąca jej form. W gruncie rzeczy jest to zaledwie jej drobna faza, a nie ostateczna postać uczucia, do której powinniśmy dążyć i zmierzać. Tymczasem mamy do czynienia z sytuacją dość paradoksalną, ponieważ liczne przekazy kulturowe miłość romantyczną w zasadzie utożsamiają z jednym ideałem miłości, który naprawdę warto przeżyć.

 

W rezultacie prowadzi to do sporej liczby frustracji, ponieważ ludzie uważają, że jeśli faza ta się kończy, kończy się również miłość. A tak wcale być nie musi.

Najpierw mamy zakochanie, któremu towarzyszy silnie narastająca namiętność. Faza ta stopniowo przechodzi w tzw. romantyczny początek, w którym do poprzedniej namiętności dołącza także intymność. Obie te fazy mogą być utożsamiane właśnie z miłością romantyczną. Potem następuje związek kompletny, w którym obok namiętności i intymności zarysowuje się trzeci komponent - zaangażowanie. W związku kompletnym dochodzi do kulminacji namiętności, która jednak, nie mogąc rosnąć w nieskończoność, szybko zaczyna opadać. Prowadzi to do przerodzenia się związku kompletnego w związek przyjacielski, w którym wiodącą rolę odgrywa już nie namiętność, lecz intymność i zaangażowanie. Z czasem - jeśli partnerzy nie zaczną aktywnie nań oddziaływać - związek przyjacielski ma duże szanse przekształcić się w tzw. związek pusty, w którym nie ma już żadnych pogłębionych uczuć, a co najwyżej przyzwyczajenie i brak wiary w to, że można i warto jeszcze raz spróbować zacząć kochać od nowa.

Reklama

Najważniejsza jest zdolność do empatii - umiejętność wcielenia się w skórę partnera, chociaż przez chwilę postrzeganie rzeczywistości jego oczyma. To zdolność założenia, że może istnieć jakiś inny punkt widzenia niż nasz własny. Wreszcie - to porzucenie myśli o uzyskaniu jedności w związku pod każdym względem, świadomość tego, że wewnętrzne jego zróżnicowanie może przydać mu smaku i atrakcyjności.

Mimo, iż tu mężczyźni są w nieco gorszej sytuacji, generalnie bowiem kobiety są bardziej empatyczne to jednak nauczyć się można wszystkiego. Mężczyźni są z zasady bardziej kochliwi. Szybciej się zakochują, a trudniej „odkochują" niż kobiety. Z kolei kobiety intensywniej przeżywają swoje namiętności.

W każdym związku mogą jednak nastąpić momenty krytyczne. Jednym z nich jest zanik namiętności, choć z tym można sobie jeszcze jakoś poradzić. Natomiast dużo poważniejszym problemem jest utrata intymności - a więc naruszenie owych łagodnych uczuć pozytywnych wzajemnego wspierania się i lubienia. Sprzyja temu automatyzm i rutyna dnia codziennego. Oba te elementy na pewno ułatwiają życie, czyniąc je pozbawionym niepotrzebnych zadr, zatarć i antagonizmów, ale w rzeczywistości jest to zabójcze z punktu widzenia dynamiki uczuć.

Dobrze jest, gdy w związku uczuciowym uda się zachować indywidualizm, choć jest to dość trudne. Zwykle - dla dobra związku - ludzie rezygnują z wielu pasji i szaleństw, które stanowiły o ich życiu do momentu gdy pojawił się „ten drugi". Ale jest to wyjście najprostsze i najwygodniejsze, pójście do po najmniejszej linii oporu.

Zwykle nazywa się to poświęceniem dla dzieci i rodziny, co najczęściej wywołuje poklask, a nawet podziw. Niestety w takich przypadkach łatwo gromadzą się utajone pokłady wzajemnych pretensji i świadomości niespełnienia, które w pewnym momencie z łatwością mogą eksplodować. O katastrofę wtedy nietrudno. Indywidualizm zwalcza rutynę, a ta jest największym wrogiem zdrowej miłości. Ponadto - znacznie zwiększa dynamikę społeczną, daje ludziom poczucie wartości. Z indywidualistą na pewno żyje się trudniej, ale za to dużo ciekawiej.

Dodaj komentarz
Kod antyspamowy Odśwież