Historia ta miała miejsce w Polsce. Było ciepłe lato, albo i nie, kiedy to pewna spółka rozpoczęła swą działalność. Nie było to dawno temu, więc może już się domyślacie o kim mowa. Wysokie oprocentowanie, złote inwestycje i samoloty w leasingu. Przed państwem Amber Gold! Proszę o gromkie brawa!

 

Z początkiem roku 2009 przyszło na świat wspaniałe dziecko niejakiego Marcina P. (nie wiem czy wolno mi używać jego nazwiska). Firma była swego rodzaju nowinką na polskim rynku finansowym, gdyż nigdy wcześniej nie mieliśmy do czynienia z domem składowym zajmującym się składowaniem i inwestowaniem w metale szlachetne i drogie kruszce, a także mydleniem oczu biednemu Ciemnogrodowi.

Początkowo spółka Marcina P. działała lokalnie, nikt o niej nic nie wiedział. I nagle pojawiła się równie niespodziewanie, co gol zdobyty przez polską reprezentację piłki nożnej. 15%! – krzyczały bilbordy i banery reklamowe. Szybko zainteresowali się tym mniej roztropni przedstawiciele klasy średniej, których mamiła wizja podwojenia oszczędności życia w ciągu pięciu lat. Nie trzeba chyba mówić, że było to również świetną pożywką dla mediów, które sprawę postanowiły zbadać.

Reklama

Nieprawidłowości administracyjno-prawne

Problem Amber Gold zaczął się jeszcze przed jego założeniem i wynikał z nieudolności polskiego systemu prawa. Niejaki Marcin P., którego nazwiska boję się używać w całości w trosce o drzwi do mieszkania i posiadany zestaw uzębienia, skazywany był kilkukrotnie przez sądy za mniejsze i większe kombinacje i oszustwa. Za każdym razem wyrok był też zawieszany, także nie miała miejsca egzekucja któregokolwiek z nich. Nie przeszkadza to jednak naszym organom ścigania w ściganiu nastolatków przechodzących przez ulicę w miejscach do tego nieprzeznaczonych.

 

amber gold reklama 1

 

W 2009 roku, dwudziestopięcioletni wówczas Marcin P. założył nowy wspaniały interes, który opierał o zdobyte już doświadczenie. CV miał w tej materii zupełnie bogate, zatem nasz wspaniałomyślny kraj postanowił dać mu jeszcze jedną szansę. Instytucja finansowa założona przez człowieka z kilkoma wyrokami za działalność w podobnej materii – to nie problem. Nie wzbudziło to nawet niczyich podejrzeń.

Sprawie przyjrzała się z czasem Komisja Nadzoru Finansowego, która jednoznacznie orzekła, że Amber Gold to spółka podejrzana, którą trzeba traktować ze sporym dystansem. Tak też złote dziecko Marcina P. trafiło na listę alertów KNF, o której istnieniu nie słyszał prawie żaden Polak. Dzięki temu administracja państwowa wywiązała się chociaż częściowo z obowiązku ostrzegania przez niebezpiecznymi inwestycjami. Alerty jednak alertami, a w placówkach Amber Gold dalej płynęły strumienie gotówki.

Co więcej, spółka ta nie posiadała zezwolenia KNF na wykonywanie czynności bankowych, do których zaliczamy przede wszystkim przyjmowanie wkładów pieniężnych, które obciążane będą ryzykiem. To nie był jednak problem jak się okazuje.

 

Pieniądze to nie wszystko

Oferowane przez Amber Gold lokaty w złoto, srebro i platynę były rozchwytywane przede wszystkim przez przedstawicieli tak zwanej klasy średniej. Bogatsi naturalnie mieli lepsze źródła dochodów, sprawdzone i zaufane, więc nawet jeśli nie grzeszyli inteligencją to w złote inwestycje Marcina P. się raczej nie bawili. Biedniejsi natomiast nie mieli czego zainwestować, zatem wiemy już czemu padło na klasę średnią.

Pierwszą kwestią, jaka przyczyniła się do takiego, a nie innego, obrotu spraw była ludzka chciwość. Łasi na kasę szybko policzyli, że na każdych stu złotych zainwestowanych w lokaty Amber Gold zarobią 15 złotych w skali roku, a nie jak w banku, może ze 2 złote. Jeśli więc posiadali załóżmy kapitał w wysokości 100 000 złotych (oszczędności, samochód, nerka) to szybko zauważali, że w ciągu roku mogą zupełnie za darmo dostać jeszcze 15 tysięcy! Złoty interes, doprawdy…

Wyobraź sobie teraz, że podchodzi do Ciebie na ulicy zupełnie nieznany Ci facet i mówi, że jak zastawisz mieszkanie, sprzedasz samochód i zainwestujesz w jego złoto, którego Ci nie pokaże bo zostawił w domu, to on będzie Ci rokrocznie płacił grube pieniądze z tego tytułu. Jestem pewien, że zapytasz go od razu, gdzie możesz podpisać cyrograf i ogłosisz wyprzedaż wszystkich posiadanych przedmiotów. Zabawna wizja, co? A wystarczyło kupić budynek, umeblować go i posadzić tego samego faceta w środku, wywieszając tylko szyld nad wejściem, że można dużo zarobić. I voila, sukces gwarantowany.

 

amber gold reklama 3

 

Mamy zatem do czynienia ze społeczną naiwnością, która objawia się w sposób bardzo nietypowy. Polskie społeczeństwo ma to do siebie, że „on kradnie”, „ona kradnie”, „wszyscy kradną”. Gdzie się nie ruszam z domu to zawsze minę ludzi, którzy sobie muszą pokomentować telewizyjny obraz rzeczywistości czyniąc z całej populacji tego kraju krętacza i złodzieja. Podobnie na ulicy, niechętnie pomaga się obcym ludziom nawet jeśli tylko pytają o drogę - pewnie jadą kogoś okraść, a na dodatek mają auto droższe od mojego, więc pewnie też kradzione. Nie wiadomo czemu funkcja ostrzegania przed wszechobecnymi złodziejami wyłącza się w momencie, kiedy jest najbardziej potrzebna. Pojawia się zupełnie nieznana spółka i oferuje oprocentowania kilkukrotnie wyższe niż znane i renomowane banki (które kradną). Oznacza to, że albo dzieje się tam coś bardzo niepokojącego, co powinno trzymać przeciętnego Polaka z daleka na kilometr przynajmniej, albo ktoś w końcu odkrył ten kamień filozoficzny i teraz zajmuje się bliżej nieznaną magią. Skądże znowu! To świetna okazja by zainwestować!

I w końcu najgorsze – brak edukacji! O ile jeszcze jestem w stanie uwierzyć, że osoba bez wykształcenia wyższego dała się nabrać na taki przekręt, choć i to ciężko mi sobie wyobrazić, o tyle nie rozumiem zupełnie jak mogło to spotkać ludzi, którzy wydawać by się mogło sprawdzą wszystko tysiąc razy, nim podejmą decyzję. Śmiałem się czytając o tym, że jakiś profesor z Państwowej Akademii Nauk utopił tam dorobek życia, albo o tym jak student ekonomii [sic!] przekonał babcię do zainwestowania wszystkich oszczędności, bo policzył, że 15% to dużo. Poważnie? Jak można było w ogóle tak pomyśleć?

Mamy zatem do czynienia z gospodarczym Ciemnogrodem, który nie dorósł do kapitalizmu. W końcu jak ktoś się dorobi odrobinę większego majątku, to z pewnością jest złodziejem, a złote góry obiecywane przez pana w wypożyczonym garniturze są gwarantem lepszego jutra.

 

Co dalej?

Amber Gold zostało postawione w stan upadłości likwidacyjnej, a zatem wyprzedawane są kolejne elementy majątku firmy. Niedawno można było zupełnie tanio kupić całkiem nowe samochody, z których szybko trzeba było ściągać firmowe naklejki, bo mogły one stwarzać zagrożenie dla auta pozostawionego na parkingu. Administracja państwowa próbuje jednocześnie w jakiś sposób załagodzić napięcie społeczne, które powstało w grupach wzajemnej adoracji poszkodowanych przez własną głupotę.

Marcinowi P. i jego żonie postawiono kilkanaście zarzutów, w tym o poświadczeniu nieprawdy, nieskładaniu sprawozdań finansowych, prowadzeniu działalności bankowej bez zezwolenia i wiele innych. Ich sprawa się toczy i pewnie szybko się nie zakończy, bo w papierach Amber Gold jest po prostu bałagan, przez który sami właściciele mogli nie do końca wiedzieć jak to wszystko funkcjonuje.

W sumie oszukanych zostało nieco ponad 11 tysięcy osób, które postanowiły zainwestować oszczędności życia w nieistniejące złoto. Zarzuty kierowane są jednak nie tylko w stronę przedsiębiorczego Marcina P. (który kradł), ale także w stronę państwa! Co bardziej nadgorliwe ofiary Amber Gold wyszły bowiem z założenia, że to właśnie państwo jest winne, bo nie dopilnowało, by oni nie zainwestowali i nie dali się okraść. A komunikat był…

Muszę się jednak zgodzić w pewnej kwestii z tymi biedakami, których los jest teraz bardzo niepewny. Mianowicie państwo ma tutaj trochę winy. I nie mam tu na myśli nieprawidłowości w procesie administracyjnym, czy dziur polskiego prawa – bo w końcu nikt nie jest doskonały. Zależy mi bardziej na dostrzeżeniu problemu edukacji ekonomicznej w Polsce. Na przedmiocie zwanym podstawami przedsiębiorczości z reguły wypełnia się PIT, który później i tak wielokrotnie trafia do poprawki, bo zwyczajnie sam blankiet jest wystarczająco skomplikowany, by się w nim zgubić. Zamiast tego można by uczyć młodych ludzi podstawowych praw rynku i zachowań konsumentów, a więc ich samych. Wszystko po to, by byli świadomi co się dzieje w otaczającej ich rzeczywistości i by z nieufnością patrzyli na tego typu wynaturzenia, jakimi jest obiecane 15% w skali roku. Tutaj państwo ma ogromne zaległości.

A jeśli jesteś jedną z tych osób, które utopiły swoje pieniądze w Amber Gold, to pamiętaj, że życzę Ci jak najlepiej w przyszłości. Wszak Polak zawsze mądrzejszy jest po szkodzie.

Łukasz Heger

 

Dodaj komentarz
Kod antyspamowy Odśwież