Od czego zacząć nasze alchemiczne szaleństwo zmierzające do doskonałych i oryginalnych trunków? Oto najprostszy przepis na orzechówkę. Potrzebujemy: 05 l. wódki, najmniejszą butelkę "Jaegermaistra" około dwu łyżek stołowych Goldwassera i jeden(!) niedojrzały orzech włoski zebrany czerwiec-lipiec.

 

Orzech powinien być wielkości dojrzałego orzecha ale przekrojony NIE POWINIEN mieć zdrewniałej skorupki.

Wewnątrz orzecha ukształtowana część jadalna pokryta bardzo delikatną skórką o galaretowatym białym wnętrzu. Orzech kroimy na paski i powtórnie na małe cząstki i wsypujemy do wódki.

Odstawiamy na taki czas, aby zawartość butelki zbrązowiała i nabrała specyficznego zapachu orzecha. Możemy dodać dla wzmocnienia aromatu jeden - dwa liście oczywiście umyte i również pokrojone w paski. W smaku można wyczuć swoistą dla zielonego orzecha goryczkę. Gdy nasza nalewka ma już odpowiedni aromat i smaczek - kończymy dodając odrobinę "Jaegermeistera" i tyle "Goldwassera", aby wódka stała się smaczna i wyszlachetniała w aromacie.

Zarówno "Jaegermeister" jak i "Goldwasser" przydadzą się nam jeszcze wiele razy więc warto odżałować na zakup jednorazowo około 50 zł - starczy nam na lata! Oba składniki można dostać bez trudu.

Ta pierwsza nalewka po dodaniu wymienionych zapraw powinna odstać co najmniej miesiąc i warto ją zrobić, bo - poza jałowcem - jest to jedno z najlepszych lekarstw na przejedzenie, czy inną delikatną niesprawność. Garbniki zawarte w orzechówce nadają się również idealnie do doprawiania nalewek od których oczekujemy "koniakowatego" posmaczku, zwłaszcza jeśli oprócz orzechówki użyjemy wyciągu z wiórów dębowych. Oczywiście każde nasze poczynania powinniśmy zapisywać, aby w przyszłości móc odtworzyć te arcydziełka.

Reklama

Podany powyżej przepis pozwoli zapewne Czytelnikom podjąć inne próby "szybkich" nalewek.

Warto jednak pamiętać, że bywają składniki "niebezpieczne" to znaczy takie, których smak lub aromat zabiją inne specyficzne dla naszego surowca walory.

Goździk, wanilia, cynamon, żywica powinny być używane bardzo ostrożnie.

Wszystko w naszych rękach a raczej językach i nosach. Warto przy tym wspomnieć Mistrza Kornela (Makuszyńskiego), który z właściwą sobie trafnością napisał: "jeden zjada bardzo pięknie z czego drugi zaraz pęknie" Pamiętajac tą maksymę zachowujmy umiar - dosolić, dosłodzić, zakwasić i dodać goryczy - łatwo. Odjąć - prawie niemożliwe.

Na orzechy musimy poczekać jeszcze ponad miesiąc, a na razie możemy spróbować zrobić to przez co Hitler wojnę przegrał czyli Alasz. 75 dkg. cukru należy zagotować w 0,75 l. wody. Do gorącego syropu dodać 5 kropli olejku anyżowego. Dodać (wlać) 1l. spirytusu i wycisnąć sok z jednej cytryny lub trzech limonek. Wlać do rozgrzanego słoja twist-off i słój zamknąć aby mieszanina ostygła. Gdy wystygnie -dobrze wymieszać i przefiltrować rozlewając do butelek. Odstawić na co najmniej trzy tygodnie. 

Toć to anyżówka powie ktoś. Ano Alasz to faktycznie anyżówka. W pas się kłaniam.

BLock.

Dodaj komentarz
Kod antyspamowy Odśwież