Związki pozamałżeńskie nie są rzadkością. Większość rozpada się w ciągu 1-3 lat od czasu ich powstania i partnerzy decydują się na utrzymanie małżeństwa. Może to wynikać z różnych przyczyn, np. rezygnacji z dodatkowego związku dla dobra dzieci, rozczarowania romansem, domagania się od współmałżonków lub kochanków dokonania ostatecznego wyboru. Zdarza się jednak, że romans przeobraża się w trwały, równoległy do małżeństwa związek. Tego typu nietypowa i nieformalna poligamia ma różne formy: może być ukrywana, a niekiedy wszyscy zainteresowani zdają sobie sprawę z tego, co się dzieje, i tolerują taki stan rzeczy z różnych powodów. Kiedy indziej występują jeszcze inne warianty takich poligamicznych układów.

 

Ukrywany związek

Z taką sytuacją mamy do czynienia wtedy, gdy dana osoba żyje w dwóch równoległych związkach, a współmałżonek nie wie o drugim życiu partnera. Taki stan rzeczy czasem może trwać nawet bardzo długo. Może na przykład zdarzyć się tak, że drugi związek ujawni się dopiero po 20 latach, po śmierci mężczyzny, który  z nieformalną "żoną" ma np. dwoje dzieci. Przez ten długi okres żona i dzieci z legalnego małżeństwa nic nie wiedziedzą o drugiej rodzinie męża i ojca. Bywa również i tak, że oficjalna małżonka wprawdzie podejrzewa partnera o zdradę, ale z różnych przyczyn nie dąży do poznania prawdy.

Osoba uwikłana w dwa związki nie ma zresztą lekkiego życia. Stale musi się ukrywać, kluczyć, kłamać, udawać, dzielić czas. Ma poczucie, że wyrządza obu stronom krzywdę. Druga nieformalna "żona" jest w jeszcze trudniejszej sytuacji. Wie więcej od legalnej żony, ale nie może ujawnić prawdy. Jej przyszłość jest niepewna, a każdy dzień to kolejne stresy i cierpienia. Jeżeli w obu związkach są dzieci, znajdują się na nierównej pozycji. W końcu najczęściej zdarzenia losowe lub... niecierpliwość jednej z partnerek decydują o przecięciu tego przysłowiowego gordyjskiego węzła.

 

Reklama

 

Romans ujawniony

Osoba uwikłana w życie w dwóch związkach ma niekiedy dwa domy i dwie rodziny, które wiedzą o swoim istnieniu. Taka sytuacja przypomina nieformalną poligamię. Współmałżonkowie mogą tolerować ten stan rzeczy z różnych powodów, począwszy od toksycznej zależności, a na wierze w powrót nielojalnego partnera kończąc.

W złożonych relacjach między obiema towarzyszkami "bigamisty" dominuje zazdrość, konkurencja i chęć zdobycia partnera na stałe. Niejednokrotnie dochodzą one do granicy wytrzymałości psychicznej i szukają pomocy u psychoterapeuty m.in. z lęku przed przyszłością. W końcu któraś z "osób dramatu" nie wytrzymuje takiej sytuacji i decyduje się na rozwiązanie skomplikowanego układu. Z doświadczenia terapeutycznego jednoznacznie wynika, że to kobiety potrafią być w takich przypadkach odważniejsze i bardziej zdeterminowane, a mężczyźni wówczas hamletyzują i nie są zdolni do podejmowania jasnych decyzji.

 

Z zaplanowanym scenariuszem

Niekiedy życie w takim podwójnym układzie nie jest traktowane jako tymczasowe, a "bigamista" realizuje określony plan, np. czeka z odejściem od żony aż dzieci dorosną, albo przygotowuje ją stopniowo do rozstania, gdyż zamierza opuścić rodzinę z przyjaciółką i rozpocząć wspólne życie w nowym miejscu. Pomijamy tu warianty mające przestępczy charakter, kiedy "planowanie życia" polega na pozbyciu się danej osoby w drastycznej formie.

 

Na podstawie doświadczeń terapeutycznych można wyodrębnić następujące często spotykane błędne wyobrażenia i poglądy osób uwikłanych w życie w trójkątach:

 

"Bigamiści":

Są przekonani, że od nich zależą losy wszystkich zainteresowanych. Jednak często to oni są obiektem manipulacji.

Sądzą, że skoro ich partnerki tkwią w trudnym układzie, są przez nie tak silnie kochani. W rzeczywistości często są darzeni sprzecznymi uczuciami, a partnerki pogardzają nimi za niezdolność do podejmowania trudnych decyzji.

Podziwiają siebie za umiejętność lawirowania w trójkącie. W końcu płacą za to neurotyzmem, zaburzeniami psychosomatycznymi i poczuciem winy.

 

Żony:

Mają nadzieję, że opinia rodziny, znajomych, otoczenia, zasady religijne zmienią postępowanie niewiernego męża. Lecz często nie wywierają one zbyt wielkiego wpływu na mężczyznę.

Są przekonane, że prowokowanie u męża poczucia winy za pomocą oskarżeń złamie niepoprawnego "bigamistę". Jednak takie działanie często nie odnosi skutku.

Sądzą, że informowanie dzieci i wywoływanie w nich agresji w stosunku do ojca utrzyma go w domu. Niestety, nie powstrzymuje go to od rezygnacji z drugiego życia.

 

Kochanki:

Łudzą się, że dobry seks i porozumienie psychiczne utrzymają przy nich partnera. Tak naprawdę o jego wyborze zadecyduje wygoda.

Prowokują zazdrość, chcąc przyspieszyć podjęcie decyzji przez mężczyznę. W praktyce taka strategia ułatwia mu rozstanie pod wpływem rzekomo urażonej ambicji.

Żyją w przeświadczeniu, iż podwójne życie partnera jest dla niego zbyt dużym obciążeniem. Kiedy więc zamieszkają razem, będzie czuł się szczęśliwy. Niekoniecznie. Może on tak dalece przyzwyczaić się do takiego życia, że... znów zrobi to samo.

Każdy jednak układa sobie życie po swojemu. Są tacy, którym takie układy odpowiadają i tacy, którzy tego nie są w stanie zaakceptować. Decyzję o ewentualnej przyszłości musi jednak każdy podjąć samodzielnie.

 

 

Dodaj komentarz
Kod antyspamowy Odśwież