Zjawisko, o którym zaczęło się mówić głośno już parę lat temu – sponsoring, trwa nadal. Czy jego oblicze w jakikolwiek sposób się zmienia?

 

Dalej niż „galerianki”

O samym zjawisku zaczęto mówić kilka lat temu, z prawdziwym społecznym oburzeniem. Szok wzbudzały wtedy tak zwane „galerianki” – młode dziewczyny, szukające sobie dużo starszych od siebie sponsorów, czyli panów, którzy w zamian za seksualne usługi będą gotowi spełniać ich materialne zachcianki. Wtedy cena sponsoringu nie była jeszcze tak wysoka – nowe spodnie, telefon, markowe kosmetyki. Dziś taki „układ” jest metodą na zapewnienie sobie dostatniego życia. W „pakiet” może wejść nawet luksusowe mieszkanie.

 

Zmiana „grupy docelowej”

Zaczęło się głównie od licealistek (co już wtedy przerażało) i studentek. Zasadniczo, w sponsoringu brały udział te grupy wiekowe, które jeszcze znajdowały się na utrzymaniu rodziców, albo też odczuwały pewien niedostatek finansowy. Sponsorem był także raczej Pan po czterdziestce czy w okolicach pięćdziesiątki.

Dziś ta grupa znacznie się poszerzyła. Utrzymanki i utrzymankowie (bo zjawisko obejmuje też w coraz większym zakresie obie płcie) to teraz także osoby po studiach i to w dodatku nawet po tych najlepszych kierunkach. Mitem jest, że w sponsoringu biorą udział już tylko dziewczęta i chłopcy z uboższych domów, studiujący kierunki dające przeciętne perspektywy. 

Sponsor natomiast w dalszym ciągu musi być starszy, jednak już nie aż tak. Ważne jest aby miał pozycję społeczną i materialną, dającą pewne poczucie bezpieczeństwa. Bo to wrażenie to też jedno z usprawiedliwień sponsoringu w oczach osób, które biorą w nim udział – rówieśnicy są niedojrzali, nie mam czasu na stały związek, taki układ zapewnia obustronną korzyść.

 

Reklama

 

Sponsoring – karty na stół?

Chyba najpoważniejszym pytaniem jakie można sobie postawić w związku ze sponsoringiem jest – czy jeszcze się go wstydzimy? Wygląda bowiem na to, że trudno oceniać go inaczej jak bardzo zawoalowane świadczenie usług seksualnych za pieniądze. Co więcej, mnożą się portale internetowe, które otwarcie proponują pośrednictwo w wyszukiwaniu sponsorów oraz utrzymanków. Na przykład strona www.piekneibogaci.pl już na samym wstępie informuje jaki jest cel jej działania. Czasy są „zabiegane”, nie masz czasu na poszukiwanie partnerki, która spełni Twoje najbardziej „wygórowane” oczekiwania – my Ci to ułatwimy. 

Wszystko jest więc legalne, oczywiste, nawet wydawałoby się – uczciwe. Pytanie tylko, czy sponsoring może być społecznie akceptowalny. Czy w najbardziej liberalnym społeczeństwie na porządku dziennym może się układ, w którym obie strony mówią wyraźnie – „oczekuję kontaktów seksualnych/ oczekuję korzyści materialnych”.

Społeczeństwo w dalszym ciągu (jak się wydaje – na szczęście) oczekuje marginalizacji takich stosunków. Zastanawia jednak inny fakt – ile teoretycznie „zdrowych”, normalnych związków bazuje na podobnych zasadach, skoro czasy są jakie są. I dlaczego w tych przypadkach ludzie burzą się jakby mniej gwałtownie? Czy w naszym społeczeństwie obrączka na palcu jest w stanie usprawiedliwić wszystko?

 

 

Dodaj komentarz
Kod antyspamowy Odśwież