O wyobrażeniach seksualnych naszych przodków z czasu sprzed 10-20 tysięcy lat, co nieco mówią jaskiniowe rysunki i nieliczne figurki. Te ostatnie przedstawiają zniekształcone postacie kobiet z wyraźnym podkreśleniem ich pierwszorzędowych cech płciowych. W różnych miejscach Europy odkryto ponad 60 figurek prehistorycznych Wenus wykonanych z kamienia, kości lub wypalonej gliny. Artyści sporym nakładem pracy wiernie oddali wygląd ówczesnych towarzyszek łoża. W pracach rzeźbiarskich z okresu paleolitu trudno doszukać się mistyki seksualnej, stylizacji, uproszczeń czy upiększeń artystycznych.

 

Tak samo jak inne rysunki oraz rzeźby zwierząt, wyobrażenia kobiet są zgodne z ich anatomią oraz wyglądem zewnętrznym. Należy myśleć, że nasi przodkowie wyglądali wówczas inaczej niż my teraz, albo moda była inna. Okryci skórami przebywali w jaskiniach, odżywiali się głównie mięsem i tłuszczem zabitych zwierząt, aby gruba warstwa tkanek mogła ochronić ich ciała od mrozów podczas na ogół dramatycznych, głodowych miesięcy.

Nie wiadomo kiedy, ale na pewno gdzieś w najdawniejszych czasach życia człowieka odkryto, że kazirodztwo i współżycie seksualne osób z najbliższego kręgu niesie z sobą zgubne dla plemienia skutki, czyli nieprzerwane rodzenie dzieci płci żeńskiej oraz degradację psychiczną i fizyczną. Można przypuszczać, że w celu przeciwdziałania temu zjawisku zaczęto dokonywać wymiany kobiet, ostro zakazując współżycia seksualnego członkom najbliższej rodziny. Kazirodztwo zostało radykalnie zabronione prawami plemiennymi.

Oczywiście wielokrotnie były one łamane ze względów klanowych, rodowych i dynastycznych, ale tego typu praktyki dotyczyły szczytów rządzących elit lub osobników debilnych, zaś zasadnicza część zbiorowości ściśle przestrzegała reguł niełączenia osobników blisko spokrewnionych.

Nie ma jasnej odpowiedzi, czy wyobrażenia paleolitycznych Wenus - jedyny materialny dowód odzwierciedlający myśli ówczesnego człowieka - dotyczyły problemów związanych z płodnością. A może łączą się z kultem macierzyństwa, choć w materiale archeologicznym pochodzącym z paleolitu i neolitu nie znaleziono dotąd rzeźby lub rysunku kobiety z dzieckiem. Pojawiają się one dopiero w starożytnym Egipcie i przedstawiają Izydę trzymającą na kolanach Horusa. Wyobrażenia rzeźbiarskie kobiet z pierwszego okresu historii dają obraz postaci tonących w fałdach tłuszczu tak dalece, że nie sposób w nich doszukać się nawet rysów twarzy.

Z kolei starannie wyeksponowano ich zasadniczy walor seksualny, bez którego nie byłoby nas obecnie. Kulty płodności od 20 000 lat, oraz później, odnosiły się wyłącznie do ziemi i zwierząt, nigdy do człowieka. Stało się tak ze względu na doniosły fakt zrozumienia przez naszych przodków procesów prokreacji obserwowanej wśród stad hodowanych zwierząt czy w obsiewanych polach. Wiedzy tej w najmniejszym stopniu nie wiązano z płodnością ludzi, co trwało do czasów Arystotelesa.

 

Reklama

 

Samo uprawianie seksu w czasach prehistorycznych kojarzyło się z instynktem rozrodczym i stymulacją ośrodków przyjemności i hamowane było tylko w okresach menstruacji. Być może wtedy, w mrokach dziejów, pojawiła się pierwsza fraza hematologicznego eposu mówiącego o tajemniczej mistyce krwi. Na podstawie obserwacji wiedziano, że płynęła ona z kobiet przez kilka dni w miesiącu, nie krzepła, nie było też zewnętrznych przyczyn wewnętrznej rany, a objawy te występowały jedynie u dorastających dziewcząt i młodych kobiet. Brak zrozumienia przyczyn menstruacji powodował wytworzenie jednego z pierwszych obszarów zastrzeżonych, czyli tabu, i skojarzonego z nim zjawiska nieczystości rytualnej.

Można je zaliczyć do fenomenów, które człowiek tego okresu potrafił ocenić jedynie zmysłami, a nie znając przyczyn, przypisywał im znaczenie magiczne. Z tych też względów krew miesiączkowa ludzi i krew zwierząt uchodziła za element konieczny do przeprowadzenia procedur szamańskich, później służyła sporządzeniu najstraszliwszych trucizn, wchodziła w skład leków, wreszcie posługiwano się nią jako specyfikiem, za pomocą którego alchemicy usiłowali wytworzyć kamień filozoficzny.

Dla członków plemienia chwila pojawienia się pierwszej miesiączki wiązała się z kosmicznym znamieniem Opatrzności, naznaczającym kobietę potencjalnymi możliwościami, których pojawienie się początkowo przypisywano wpływowi bóstw plemiennych, potem bogów, później bogiń, aby po upływie tysięcy lat dojść do poznania fizjologii układu rozrodczego człowieka, rozpoczętego od odkrycia żywych plemników w męskim ejakulacie.

Wierzenia wielu ludów wcale nie łączyły mężczyzny z brzemiennością kobiety, a współżycie seksualne traktowane było jako element skomplikowanej rytualnej procedury, podczas której działania bogów powodują cud otwarcia w łonie kobiety klucza brzemienności. Zjawisko płodności wiązano głównie z pierwszą miesiączką, a potem z oficjalnymi zaślubinami, które w mistyczny sposób przenosiły kobietę ze sfery jałowości w potencjalny obszar macierzyństwa. Wiele plemion, nawet żyjących współcześnie, a tkwiących w wierzeniach przodków, gromadzi młodzież w instytucjach domów narzeczeńskich, gdzie kopulacja jest równie częsta jak inne formy zabaw.

Dziewczęta nie zachodzą tam w ciążę mimo wielu partnerów, a rodzą dzieci w rok po zaślubinach, gdyż ceremonia małżeństwa o częstokroć okrutnym rytuale stanowi w ich umysłowości magiczną cezurę przyzwalającą na zapłodnienie. Zjawisko antykoncepcji psychicznej znane było również młodym kobietom z krajów okupowanych przez Niemców, przymusowo wcielanym do frontowych burdeli. U wielu z nich w tym okresie ustały comiesięczne krwawienia.

Aborygeni wierzą, że ciąża zaczyna się wówczas, gdy kobieta wygrzewa nocą ciało w popiele ogniska, w którym jej wybranek wcześniej piekł ryby. Sperma mężczyzny nie ma żadnego znaczenia, ważna jest wspomniana ryba, popiół, słowem - procedura magiczna. Według innych wierzeń wyłącznie rytuał ślubny uruchamia mechanizm, w którym płody ludzkie uformowane w niebie przez bogów są wkładane we śnie do wnętrza ciał prawowitych żon.

Nie można jednak wykluczyć, że poza antykoncepcją psychiczną w każdym okresie historii istniało wiele form zabezpieczenia przed ciążą przez regularne spożywanie rozmaitych ziół, odkrytych przez kobiety w okresie zbieractwa, gdyż najwcześniej poznały wielorakie ich działania. Wiadomo o wielu lokalnych specyfikach, których receptury przetrwały tysiąclecia. Na tej podstawie kobiety plemion z dorzecza Amazonki, chcąc uniknąć ciąży, przygotowują napar ze Stevia rebaudiana. Indianie z Nevady oraz ich pobratymcy Hopi w tym samym celu stosują lokalne odmiany traw i pietruszki Sison amomum bądź ziół Kanawalii.

Gdy model społeczny, w którym kobieta obrabia pole, a mężczyzna zajmuje się pasterstwem, osiągnął apogeum skuteczności, doszło do erupcji demograficznej. W czasie ostatnich 7 tysięcy lat liczebność ludzi zwiększyła się 30-krotnie, a czas życia wydłużył się o 1/5, co zapewne wiązało się ze stabilnością życia i obfitością pożywienia - czyli głównymi elementami charakteryzującymi okres patriarchatu. Nie trzeba było toczyć walki o wszystko, a dobrobyt zawsze zmieniał myślenie, lecz równocześnie stwarzał problemy. Jedno z praw tego okresu na następne tysiąclecia zdefiniowało pojęcie własności, odnoszące się w taki sam sposób do trzody, jak do żony oraz dzieci. Owocem takiej regulacji stała się konieczność dochowywania wierności przez kobietę przy jednoczesnym braku ograniczeń w życiu seksualnym mężczyzn.

Ludzie owych czasów byli ogarnięci pasją ujarzmiania przyrody. W miejsce kobiety radlącej kijem ziemię pojawiła się socha, którą ciągnął wykastrowany byk. W ten sposób areał upraw zwiększył się wielokrotnie. Paradoksem jest, że na obu kontynentach amerykańskich aż do czasu przybycia Hiszpanów nie znano żadnego zwierzęcia, za pomocą którego można było uprawiać ziemię. Być może fakt ten był powodem nieustannej migracji oraz upadku cywilizacji Olmeków i Majów.

Umysł człowieka prehistorycznego, a potem jego następców, powoli, lecz konsekwentnie ewoluował w kierunku stawiania pytań fundamentalnych, typu: skąd pochodzimy i dlaczego istniejemy? Odpowiedzi na nie oczekiwano od kapłanów, wieszczków i szamanów, a ponieważ nie mogli jej udzielić na jawie, prawdę objawiała im w transie istota nazwana bogiem. Najstarszy był postacią androgyniczną, nosił cechy obu płci. Dopiero później w religiach objawionych stało się inaczej. Upływ czasu spowodował, że kolejne pokolenia zadawały coraz trudniejsze pytania kierowane w stronę Absolutu: czym myślimy? dlaczego pamiętamy? czym jest świadomość i gdzie się mieści? w jaki sposób dochodzimy do stopnia samoidentyfikacji? jaki jest mechanizm powstawania i uruchamiania tych procesów? itd., itd.

Być może Bóg pozwoli nam uchylić rąbka tajemnicy, ale wcześniej, gdy moralność i etyka dotyczyły prymitywnych, lecz zasadniczych zagadnień: zabić, zjeść, przetrwać - biologicznie czysty seks stanowił realizację popędu będącego prostym odwzorowaniem czynności tryka w stosunku do owcy, byka do krów, jelenia do łani. Był jedynie zaspakajaniem instynktu. Z tych względów można założyć, że przed tysiącami lat główną pozycją współżycia ludzi była pozycja od tyłu. W miarę upływu dziejów ludzie płatali sobie różne psikusy, potem toczyli wojny - głównie o stada bydła i kobiet, co w końcu miało mocne racjonalne uzasadnienie. Ostatnio z tą logiką jest coś nie za bardzo. Chociażby zjawisko walki między płciami wyeksponowane przez media przybrało niekontrolowaną formę. Wcześniej było doskonale stabilizowane przez matriarchat i patriarchat, czy też gdzieś po drodze zawarty kompromis - być może dlatego, że nie było w owych cywilizacjach psychologów, socjologów, seksuologów, feministek, kreatorów mody i społecznych demiurgów. Z tych wszystkich względów autorowi spodobała się preambuła pierwszego rozdziału Historii seksu Reay Tannahill. Przytoczę z niej skrawek, którego męsko-damską ocenę pozostawię czytelnikom:

Wydaje się, że na początku człowiek prowadził życie, delikatnie mówiąc, rozwiązłe. Nasz protoplasta w linii męskiej żył w nieświadomości swojej roli w prokreacji. A gdy już ta wiedza mu się objawiła, męskie ego jęło puchnąć jak balon, a wraz z nim poczucie własności wobec otoczenia. Na skutek korzystnego zbiegu okoliczności mężczyzna stał się odkrywcą, myślicielem i wynalazcą, motorem postępu, podczas gdy kobieta zajmowała się bardziej przyziemnymi sprawami. Gdy zaczyna się udokumentowana historia naszego gatunku, mężczyzna jest już bez wątpienia panem.

Więcej w książce Tajemnice starodawnej medycyny i magii Jana Niżnikiewicza
wydanej przez Wydawnictwo TowerPress

 

Reklama

feromony
Feromony

Komentarze  

0

#1 drefty 2009-06-01 05:49

A tutaj prehistoryczny film jenny jameson - hehe :-) [..oj..]://[..oj..].hazza.pl/film/1702/poczatki-ka riery-jenny-jameson/
Cytować