O „Sztuce wojny” po raz pierwszy usłyszałem dobrych kilka, jeśli nie kilkanaście lat temu. Interesowałem się wówczas historią, wojnami, uzbrojeniem – jak to młody chłopak pod wpływem amerykańskiego kina oraz gier komputerowych. Książkę tę przedstawiono mi jako klasykę wojskowości, wiedzę podstawową, z którą niemalże muszą być zżyci wszyscy głównodowodzący armii. Później dowiedziałem się, że informacje w niej zawarte zastosować można praktycznie wszędzie, nie trzeba być generałem. Nie pozostało mi zatem nic innego jak sprawdzić, czy rzeczywiście jest tak dobra.

 

Patrząc na książkę pod kątem technicznym – twarda okładka, ładna oprawa, na odwrocie kuszący napis „książki klasy business”, a w środku dwa traktaty chińskich myślicieli i strategów – Sun Tzu i Sun Pina. Ach, no i ten zabawny sznureczek, którego nie umiem fachowo nazwać, a który pełni rolę zakładki (może nawet nazywa się go zakładką) – wygodne rozwiązanie.

 

Zaczynamy czytanie

sztuka wojny sun tzuKrótka przedmowa dotycząca samej książki, później wstęp zawierający rys historyczny i odnoszący całość tego epokowego dzieła do realiów epoki, w której powstało. Dla jednych będzie to element zbędny, bo przecież kto by tracił czas na przedmowę – idźmy od razu do meritum! Inni zaś chętnie poszerzą swoją wiedzę o chronologię okresów dynastycznych w Chinach.

Sam początkowo byłem tak bardzo zainteresowany tematem przewodnim, że przeskoczyłem sześćdziesiąt pierwszych stron, żeby nie tracić czasu na jakieś objaśnienia. Szybko jednak okazało się, że niewiele rozumiem z tego, co czytam. Jakieś Tao, Niebo, Ziemia – o co chodzi?

Po raz kolejny przekonałem się na własnej skórze, iż książki warto czytać od początku. Przebrnięcie przez wstęp zdecydowanie ułatwiło mi zrozumienie przekładu tekstów powstałych ponad 2500 lat temu.

Każdy rozdział kończy się komentarzem autora (książki, nie traktatów, komentarz samego Sun Tzu nie byłby zbyt pomocny…). Jest to o tyle pomocne, że podsumowuje cały rozdział w kilku krótkich słowach, odnosząc się oczywiście, jak w oryginale, do pola walki i strategii wojskowej – jednocześnie wskazując na możliwe zastosowanie tych rad w biznesie oraz życiu codziennym. Co ambitniejsi mogą stwierdzić, że ogranicza to ich wyobraźnie i możliwości poznawcze, a co bardziej leniwi mogą wyjść z założenia, że przeczytanie samych komentarzy będzie równiewartościowe, co poświęcenie czasu całości lektury. Chwilę temu pisałem, że warto jednak książki czytać w całości.

 

 

„Wojna to sprawa o żywotnym znaczeniu dla państwa, obszar życia lub śmierci, droga do przetrwania lub zagłady. Zagadnienie to trzeba więc dokładnie rozpatrzyć.”

 

„Sztuka wojny” to książka nietypowa. To raczej zbiór zasad, rad i zaleceń, które choć pierwotnie odnosiły się jedynie do wojskowości – znajdują powszechne zastosowanie w otaczającej nas rzeczywistości. Prowadzisz własną działalność? Robisz karierę w wielkiej firmie? A może chciałbyś lepiej budować relacje międzyludzkie, tym samym lepiej broniąc własnych interesów? Przecież to wszystko jest tak właściwie wojną, batalią którą na różnych polach rozgrywamy przez całe życie.

Reklama

Dlatego też książkę tę czyta się zupełnie inaczej, aniżeli typowy poradnik, czy beletrystykę. Moim zdaniem nie warto czytać jej na zasadzie - dobrze napisane, podoba mi się, mam czas, to „połknę” na raz. Po każdym rozdziale warto zatrzymać się na chwilę i zastanowić nad tym, co zostało napisane dawno temu, a przeczytane dziś mimo niesamowitego skoku cywilizacyjnego, kulturalnego i technicznego. Warto szukać własnych przykładów zastosowania kolejnych rad chińskich strategów, a może nawet dobrze robić notatki oparte autorskie przemyślenia.

Nie bez powodu też na samym początku wspomniałem o tym „zabawnym sznureczku”, który po przeczytaniu może pozostać w miejscu, w którym znajduje się myśl szczególnie dla nas istotna, bowiem do tej książki zdecydowanie warto wracać – nawet fragmentarycznie, w zależności od indywidualnych potrzeb. Niby proste, ale jakże praktyczne.

 

„Osiągnąć sto zwycięstw w stu bitwach nie jest szczytem umiejętności. Szczytem umiejętności jest pokonanie przeciwnika bez walki.”

 

Czy polecam przeczytanie „Sztuki wojny”? Zdecydowanie, z ręką na sercu – TAK! Nie trzeba być generałem, czy wielkim biznesmenem, żeby znaleźć w niej coś dla siebie. Znajdziemy tu elementy zarządzania, negocjacji, marketingu, budowania relacji, walki z konkurencją i wielu, wielu innych. To jedna z tych uniwersalnych i ponadczasowych książek, które w swojej domowej biblioteczce powinien posiadać każdy, kto pragnie osiągać sukcesy w życiu osobistym i zawodowym.

Łukasz Heger

 

Komentarze  

0

#2 ja 2015-05-20 13:17

Po przeczytaniu i zrozumieniu tej książki zmienia się spojrzenie na życie, biznes itp. Warto, warto, warto przeczytać bo to rzeczywiście sztuka życia.
Cytować
+1

#1 gielda-inwestora.pl 2015-05-19 19:05

Lektura obowiązkowa :) Polecam!
Cytować