Przeszkody są tym dla namiętności, czym wiatr dla ognia. Literackim prototypem roli, jaką odgrywają przeszkody ze strony rodziców, jest oczywiście Szekspirowski dramat „Romeo i Julia". Młodzi kochankowie zapałali do siebie namiętnym uczuciem, mimo że pochodzili z dwóch rodów powaśnionych ze sobą od wieków, co zresztą przywiodło kochanków do zguby.

 

Psychologowie twierdzą przewrotnie, że waśń Montecchich z Capulettimi mogła w istocie być jednym z powodów rozpalających namiętność Romea i Julii. Ingerencja rodziców w związek dwojga młodych może mieć bowiem skutek odwrotny do zamierzonego i miast usunąć, może nasilać wzajemną skłonność ku sobie tych ostatnich.

Pewnego poparcia tej tezy dostarczyły badania, w których mierzono stopień wzajemnej namiętności i intymności przeżywanej przez kilkadziesiąt par małżeńskich i kilkadziesiąt par „chodzących" ze sobą. Mierzono także natężenie, z jakim rodzice zainteresowanych usiłowali przeszkodzić ich związkowi.

W parach małżeńskich wzajemna namiętność partnerów słabo wiązała się z wielkością sprzeciwu rodziców wobec związku, a w ogóle nie stwierdzono związku między wtrącaniem się rodziców a intymnością łączącą młodych małżonków.

Inaczej w parach przedmałżeńskich, w których sama namiętność odgrywała zapewne większą rolę. Tutaj nasilonemu wtrącaniu się rodziców towarzyszyło nasilenie wzajemnej namiętności (a w mniejszym stopniu także intymności) młodych.

Co więcej, badacze dokonali ponownego pomiaru tych wielkości w 6-10 miesięcy później i stwierdzili, że im bardziej wzrosła w tym czasie opozycja rodziców, tym większa była namiętność i intymność relacjonowana przez partnerów związku.

 

Reklama

 

Jeżeli natomiast rodzice „dali spokój" i ich ingerencja w związek zmalała, zmalała także wzajemna miłość partnerów.

Oczywiście, jest to typowe badanie korelacyjne, gdzie stwierdza się co prawda współzmienność (korelację) dwóch lub więcej zjawisk, ale nie sposób dowieść, które z nich jest przyczyną, a które skutkiem. Niekoniecznie musiało być przecież tak, że to ingerencje rodziców nasilały przeżywany przez kochanków poziom pobudzenia, a ten był przez nich interpretowany jako kolejny dowód wzajemnej namiętności, co prowadziło do jej wzrostu.

Mogło być na odwrót: im bardziej młodzi pałali do siebie namiętnością, tym silniej rodzice przeciwstawiali się ich związkowi. Korelacyjny charakter badań uniemożliwia jednoznaczne rozstrzygnięcie, która z tych interpretacji jest prawdziwa.

 

Podobną rolę odgrywać mogą i inne przeszkody, na przykład odmienność wyznania dwojga partnerów

Partnerzy odmiennych przekonań religijnych stwierdzają przeżywanie silniejszej namiętności niż partnerzy tego samego wyznania.
Jednakże już dla par pozostających ze sobą w związku przez okres dłuższy niż 18 miesięcy wzorzec ten ulega odwróceniu, to znaczy wyznawanie różnych religii utrudnia miłość. Jest to zgodne z ogólną logiką ludzkich reakcji na przeszkody.

Początkowo bowiem pojawienie się przeszkody działa na człowieka mobilizująco, powoduje wzrost pobudzenia (ten właśnie, który w pewnych warunkach może być odczytywany jako objaw wzrostu namiętności), gniew i nasilenie wysiłków mających na celu przezwyciężenie przeszkody. Długotrwałe, nękające działanie nie dających się przezwyciężyć przeszkód prowadzi natomiast do apatii, depresji, bezradności i zaniechania wysiłków, co w opisywanym tu przypadku może stanowić dodatkowy czynnik wygaszający miłość partnerów.

 

Tak więc dramatycznie pojawiające się przeszkody mogą namiętność nasilać, choć przedłużające się ich oddziaływanie może w końcu zabić i namiętność, i intymność. Zamieszkiwanie z teściami stale ingerującymi w związek z pewnością nie jest powodem do optymizmu i przewidywania wybuchów namiętności.

Jednakże zamykanie córki w domu, gdy ta wybiera się na randkę, z pewnością nie obniży jej zainteresowania wybrankiem.

 

 

Dodaj komentarz
Kod antyspamowy Odśwież