Jest ktoś, kto w naszym odczuciu osiągnął stan mniej więcej buddyjskiego mnicha, jeśli chodzi o zgłębianie istoty i tajemnicy masturbacji. Tym kimś jest Woody Allen.

 

Jest ktoś, kto w naszym odczuciu osiągnął stan mniej więcej buddyjskiego mnicha, jeśli chodzi o zgłębianie istoty i tajemnicy masturbacji. Tym kimś jest Woody Allen. Finezja, z jaką kreowane przez niego postaci wypowiadają się na temat masturbacji jest godna podziwu. Na potrzeby niniejszej rozprawy wybraliśmy trzy takie złote myśli.

 

"Seks jest jak gra w brydża. Jeżeli nie masz dobrego partnera to musisz mieć przynajmniej dobrą rękę."

Jeśli mamy do dyspozycji seks z - jak to określa Allen - „dobrym partnerem”, to raczej opcja własnej dłoni/paluszków przegra w przedbiegach. Nader często zdarza się jednak, że tegoż partnera nie ma i musimy sobie jakoś z narastającym napięciem poradzić sami. Nad wersją standard nie będziemy się jednak zbytnio skupiać. Zrobimy krok więcej, a potem kolejny i tak oto pójdziemy nieco dalej...

 

"Nie krytykuj masturbacji! To seks z kimś, kogo się kocha!"

Jak w każdym obszarze seksualności, także i w masturbacji można się doskonalić i czerpać z niej więcej niż ustawa przewiduje. Mistrz Allen dobrze prawi – sami sobie krzywdy nie zrobimy. Ba! Poniekąd jesteśmy dla siebie najlepszymi kochankami. Znamy swoje potrzeby, wiemy doskonale, kiedy szybciej, kiedy wolniej, niżej, mocniej, lżej, itd. Ale czy możemy wejść o szczebelek wyżej?

Ależ owszem! Możemy poszerzyć plac zabaw o wewnętrzną część ud, pośladki, sutki, szyję, brzuch, biodra… ograniczeń nie ma. Rozwijać możemy także arsenał narzędzi. Starą dobrą Renię Rączkowską wyręczyć (ha!) można wibratorem, dildo, korkiem analnym, analnymi koralami, kostką lodu, słuchawką prysznicową… ogranicza Was tylko Wasza wyobraźnia. Jeśli macie obawy co do stosowania analnych zabawek, spróbujcie użyć wibratora-króliczka odwrotnie, tj. tył na przód. Wówczas końcówka wibratora, przeznaczona do stymulacji łechtaczki będzie stymulowała okolice odbytu. Podobny efekt uzyskacie kierując w te okolice strumień wody ze słuchawki prysznicowej.

Publiczność również jest ciekawym dodatkiem do masturbacyjnej ceremonii. Paniom proponujemy pobawić się przed lustrem oraz na oczach partnera (jeśli jeszcze nie próbowały). Gwarantujemy, że obserwowanie rosnącego w postępie geometrycznym podniecenia partnera, który jedyne, co teraz może zrobić poza patrzeniem, to zupełnie NIC (polecam ustalić to, jako warunek niezbędny zabawy), stymuluje o wiele mocniej niż najlepszy wibrator świata.

 

"Jestem tak dobrym kochankiem, ponieważ dużo ćwiczę sam."

Co dalej? Praktyka czyni mistrzem, a więc trenujemy, trenujemy i jeszcze raz trenujemy. I słuchamy uważnie tego, co mówi trener. Niech jedno z Was masturbuje drugie, uważnie słuchając i realizując wszelkie uwagi i sugestie.

Gdy dojdziecie już do nie małej wprawy, zacznijcie rezygnować ze słownego komunikowania i nakierowywania... Niech partner uczy się wyczytywać to z samych reakcji...

Chcecie mieć więcej z masturbacji? Najpierw sami dajcie jej więcej! Jak? Przestańcie traktować ją jak dotychczas i uczyńcie z niej naprawdę wyjątkowy czas. Zadbajcie o nastrój – taki, jaki lubicie i jaki najbardziej Was stymuluje. Odpalcie swój ulubiony film albo włączcie muzykę. Pamiętajcie o oświetleniu, gadżetach no i obowiązkowo o lubrykancie. I eksperymentujcie! Nie ma lepszego sposobu na poznanie własnej seksualności niż właśnie masturbacja.

***

W sieci dostępny jest świetny poradnik o tym Jak ulepszyć technikę masturbacji. Polecamy jego lekturę wszystkim osobom chcącym czerpać z masturbacji jeszcze więcej przyjemności.

Artykuł zewnętrzny

Dodaj komentarz
Kod antyspamowy Odśwież