Paul Simon, śpiewa co prawda, że „musi być z pięćdziesiąt sposobów, na które porzucasz tego, kogo kochasz", jednak naukowa psychologia ma o nich raczej niewiele do powiedzenia. Przyczyna jest prosta i ma charakter etyczny. Psychologowie wiedzą, że prowadzenie badań nad związkami, które się aktualnie rozpadają, mogłoby spowodować przyspieszenie ich rozpadu.

 

Wobec tego stosowane są dość zawodne metody, takie jak proszenie badanych o opis rozpadu, jaki miał miejsce w przeszłości, bądź o relacje z sytuacji jedynie wyobrażonych. Tego rodzaju relacje dają jednak obraz mocno wygładzony, przemyślany i uzasadniony przed samym sobą. Zdają sprawę raczej z tego, w jaki sposób ludzie myślowo sobie poradzili(by) z katastrofą swego związku, niż z rzeczywistych procesów, na których rozpad ten polegał.

Dynamiczna koncepcja miłości sugeruje, że rozpad związku nastąpić może co najmniej w trzech momentach.

Po pierwsze, po wystąpieniu namiętności i/lub intymności samo zaangażowanie w utrzymanie związku może się wcale na dobre nie pojawić. Najbardziej prawdopodobną tego przyczyną jest asymetria uczuć, a więc niejednakowy poziom namiętności i/lub intymności u obojga partnerów.

Po drugie, po zaniku namiętności, jeżeli partnerzy tylko na niej opierają swoją wizję miłości i związku (byłoby to uleganie mitowi miłości romantycznej, na wzór bohaterów Hollywoodu - jednak poza tym miasteczkiem taki typ rozpadu zdaje się dotyczyć głównie związków przedmałżeńskich).

Po trzecie wreszcie, wycofanie zaangażowania i rozpad związku może mieć swą przyczynę w zaniku intymności łączącej partnerów. Wszystko to jednak niewiele mówi o tym, w jaki konkretnie sposób związek ulega rozpadowi.

Reklama

Pewne dość uporządkowane przemyślenia w tej sprawie przedstawił Steve Duck twierdząc, że na ogół rozpad związku składa się z czterech faz.

Faza pierwsza ma charakter „wewnątrzpsychiczny" i rozpoczyna się od stwierdzenia własnego braku satysfakcji ze związku. Wewnątrzpsychiczność oznacza, że fazę tę rozgrywamy sami ze sobą, nie konsultując się ani z partnerem, ani z kimkolwiek innym. Po prostu skupiamy krytyczną uwagę na partnerze i jego mankamentach celem wykrycia powodów naszego własnego niezadowolenia. Dokonujemy też bilansu własnych strat i zysków z danego związku, porównujemy go z bilansem partnera, zastanawiamy się nad tym, czy jest to związek sprawiedliwy, czy nie. Rozważamy, jakie mamy inne możliwości ułożenia sobie życia i jakie koszty niosłoby rozstanie. Podejmujemy prywatną (czasami wielokrotnie „ostatnią") próbę niedopuszczenia do rozstania, na przykład świadomie starając się reagować konstruktywnie na destruktywne zachowania partnera czy w inny sposób poprawić jego postępowanie. Stajemy przed dylematem, czy starać się stłumić własne negatywne odczucia, czy przeciwnie - zgłosić je partnerowi narażając się na ich jeszcze większe nasilenie.

Faza druga następuje wtedy, gdy decydujemy się na konfrontację z partnerem - wyjawienie mu swojego niezadowolenia. Jest to nierzadko trudna decyzja, gdyż możemy ją odczuwać jako wkroczenie „na równię pochyłą", po której łatwo może się stoczyć cały związek. Jeżeli tylko nasz partner nie jest tak beznadziejnie niewrażliwy i skoncentrowany na sobie, jak go o to podejrzewamy, faza konfrontacji i tak się zacznie, ponieważ nasze niezadowolenie staje się coraz bardziej widoczne. Nawet gdybyśmy go nie komunikowali w zamierzony sposób. Świadomie czy nie, niezadowolenie zostaje w końcu partnerowi okazane i nieuchronnie rozpoczyna się tłumaczenie, dlaczego jesteśmy ze związku niezadowoleni. Uzasadniamy własne niezadowolenie, obalamy argumenty partnera, jakoby było ono bezpodstawne, mniej lub bardziej nieskutecznie staramy się wynegocjować z partnerem taką postać naszego związku, która zażegnałaby niezadowolenie i była dla obojga satysfakcjonująca. Jest to więc faza wspólnej z partnerem koncentracji na naszym związku i na tym, co zrobić, aby stał się on lepszy. Dodawać nie trzeba, że za tym beznamiętnym opisem ukrywa się nieraz cały ocean burzliwych i burzących, zdyszanych i zduszonych, a w znacznej większości negatywnych uczuć obojga partnerów zmagających się z podstawowym dylematem: naprawić ten związek czy go zburzyć.

Jeżeli jednak zburzyć, to zaczyna się faza trzecia, społeczna, w niej bowiem nastąpi „ogłoszenie" innym rozpadu naszego związku. Teraz zastanawiamy się nie nad tym, czy, lecz nad tym, jak dokonać rozbioru związku. Ostatni wspólny z partnerem problem to ustalenie, by tak rzec, zejściowej postaci związku, na przykład czy kontynuować go „dla świata", jak się niegdyś mawiało, czy dla dzieci, jeżeli są, czy zaniechać nawet tych pozorów, definitywnie i dosłownie rozstać się. Kolejne z nie kończących się problemów indywidualnych to jak zachować twarz i uniknąć osobistej winy za rozpad związku (ci, którzy ponoszą winę, spotykają się z potępieniem, no i mają mniejszą szansę na następny związek). A także jak poradzić sobie ze społecznymi konsekwencjami rozpadu - od wytłumaczenia go własnej matce do rozwiązania problemu, z kim teraz grać w brydża czy tenisa.
By uzyskać zgodę i sankcję pozostałych bliskich sobie osób na rozpad związku, produkujemy też „publiczną wersję" powodów jego rozpadu, która niewiele musi mieć wspólnego z rzeczywistością, ale musi pokazywać, że rozstanie jest najlepszym z możliwych wyjść. Taka publiczna wersja niekoniecznie przekonuje innych, ale prawie zawsze przekonuje nas samych (liczne badania nad skutecznością perswazji dowodzą, że często osobą najbardziej przekonaną w wyniku perswazji jest sam jej autor).

Faza czwarta wreszcie to „życie pozagrobowe" związku. Obejmuje ona przede wszystkim psychiczne pozostawienie związku za sobą, w czym pomaga raczej aktywne zajęcie się czymś innym niż rozpamiętywanie przeszłości. Obejmuje też uporządkowanie tej przeszłości i udzielenie sobie odpowiedzi na liczne „dlaczego", które w wyniku zerwania się pojawiają. Prowadzi to do dość daleko idących zmian w treści naszych własnych wspomnień o przeszłości byłego związku. Zmiany te często służą wyidealizowaniu naszej własnej osoby, a najlepiej i samego związku, co jednak może być trudne do pogodzenia.

Komentarze  

0

#1 katinka 2014-03-26 14:41

:sigh: :cry:
Cytować