Historia lubi płatać nie tylko figle, potrafi też dużo wymagać. Citroen decydując się na wskrzeszenie linii DS podjął nie lada wyzwanie. Linia modeli DS to jedno z największych dobrodziejstw historii. I Ci którzy się nią fascynują na pewno przyznają mi rację co do jednego : teraźniejsze wydanie DS to zupełnie inna bajka.

 

Bo co tak innowacyjnego posiadają owe modele? Kilka błyskotek, dwukolorowe nadwozie... wyliczanka jest strasznie prosta i trudno się nią zachwycać. Inaczej było z innowacyjnymi rozwiązaniami zastosowanymi w historycznej linii DS. Tam człowiek od razu docenił skrętne reflektory, pneumatyczne zawieszenie, a w środku inną kierownicę. A teraz co?

Wygląd zewnętrzny jest bardzo ważny. Coś musi przyciągnąć wzrok i jednocześnie zakomunikować, że ten pojazd to niepowtarzalna maszyna. Jak jest w modelu DS4? Po pierwsze w nadwoziu DS4 siedzimy o 4 centymetry wyżej niż w zwykłej C4-rce. Ktoś powiedział, że ten DS aspiruje do miana crossovera... niezły żart. Szkoda, że nie zrobili tego z DS3...to byłby dopiero ubaw. Wyobrażacie sobie DS4-rkę, gdyby zamiast podwyższać zdecydowano się na obniżenie nadwozia? Do tego 19-calowe obuwie i wszystkie te same dodatki, plus kolorowy dach...To dopiero byłaby jazda. Wolałbym właśnie takie rozwiązanie, a nie pseudo crossovera.

Reklama

W środku...moim zdaniem już nie ma takiej fantazji jak na zewnątrz. Konsola środkowa, zegary przed oczami kierowcy - to już znamy. To samo dotyczy przedniej szyby, której powierzchnię możecie sobie powiększyć przesuwając osłonki przeciwsłoneczne. Przydaje się to podczas postoju na sygnalizacji świetlnej. Łatwiej zaobserwować jej zmianę, bez konieczności wykonywania akrobatycznych pozycji. Jeżeli podróżujecie z przodu to docenicie komfort foteli. Trudno cokolwiek złego im zarzucić. Są obszerne, bardzo wygodne i świetnie trzymają całe ciało. Patrzenie z perspektywy tylnych foteli nie wygląda już tak różowo. Mało miejsca na nogi i opadająca linia dachu sprawiają, że osoby z klaustrofobią nie będą się dobrze czuły.

Pod maską znalazł się silnik o pojemności 1,6 litra THP o mocy 160 KM. To wystarczająca moc do sprawnego przemieszczania się DS4. Oczywiście milej byłoby mieć jednostkę turbodoładowaną o mocy 200 KM, ale... Jeśli chcecie zobaczyć z bliska jednostkę napędową to uważajcie! Szczególnie po pokonaniu dłuższego odcinka drogi, czyli gdy silnik się rozgrzeje. Podpórka maski silnika została zamocowana właśnie do niej, a zatem całe ciepło bucha sobie spokojnie ku górze. A tam jak kiełbasa na ruszcie czeka podpórka, która w miarę przejechanych kilometrów zamienia się w żarzący pręt. Wracając do silnika. Trafił mi się ten bardziej oszczędny, choć w połączeniu z automatyczną skrzynią biegów o tej ekonomii trudno mówić. Średnio w teście DS4 z silnikiem o mocy 160 KM potrzebował 8,2 litra benzyny na 100 kilometrów. Jak dla mnie to przynajmniej o litr za dużo. Zadziwiająco dobrze za to spisywała się skrzynia biegów. Nie korzystajcie jedynie z trybu jazdy manualnej bo silnik zahuczy was na śmierć, a wizyta u laryngologa będzie koniecznością.

W przypadku pracy zawieszenia spodziewałem się totalnej katastrofy. Kompakt i to podwyższony...to nie wróżyło nic dobrego. A jednak udało się wypracować idealny kompromis. DS4 świetnie spisywał się na gładkim jak stół asfalcie, a po zjechaniu w teren nie straszne były mu duże dziury. Koła nie odpadały a samochód sunął sobie spokojnie i cichutko. Dodatkowo pomagało w tej pracy świetne wspomaganie układu kierowniczego, który niczym wykładowca matematyki dostarczał precyzyjnych informacji o tym, co dzieje się na styku kół z drogą. W DS4 jest to praca zespołowa elektryczno-hydrauliczna. Zbyt szybka jazda w zakrętach też nie była problemem.

Citroen DS4 to świetny pomysł na samochód, który ma się wyróżniać nie byle jaką stylistyką. Firma każe sobie niestety za to słono płacić. I co z tego, że wersja podstawowa jest dobrze wyposażona, skoro za każdy dodatek mający za zadanie uatrakcyjnienie modelu wyciągają od nas morze pieniędzy? Mnie to nie przekonuje, tym bardziej, że nie jestem zwolennikiem pseudo - crossoverów. Dla mnie DS3 to zdecydowanie lepsza propozycja, a DS5 to prawdziwy rarytas. Tak przynajmniej wygląda to z mojej perspektywy.

Sławomir Herman

Więcej o tym samochodzie wraz z całą galerią zdjęć znajdziesz na Moto TV

Dodaj komentarz
Kod antyspamowy Odśwież