Niedawno, bo raptem kilka dni temu, odbyła się kolejna edycja targów motoryzacyjnych Motor Show w Poznaniu. Nasza redakcja miała przyjemność gościć tam drugi rok z rzędu. Impreza trwała standardowo cztery dni – pierwszy dla VIPów i prasy, pozostałe otwarte dla zwiedzających, pragnących podziwiać całe stada koni mechanicznych. Atrakcji nie zabrakło, na kilka nawet się załapaliśmy w trakcie naszej wizyty. Jak było?

 

Wysiedliśmy na dworcu w Poznaniu, ranek jeszcze młody, niecała godzina do otwarcia targów. Szybkie zakupy – cały dzień chodzenia przed nami, więc woda będzie niezbędna. Szczególnie, że pogoda miała dopisać – i jak się okazało niedługo później – faktycznie dopisała. Później tylko przeciskanie się przez tłum ludzi, odbiór akredytacji i do boju!

Weszliśmy na teren targów punktualnie. To co z miejsca przykuło naszą, a zwłaszcza moją, uwagę – to zorganizowany w ramach targów mały zlot Audi z napędem Quattro. Zobaczyć tu można było zarówno klasyczne Quattro, czy V8, ale i współczesne R8, czy Q7 z potężnym dwunastocylindrowym silnikiem diesla. Magia. I nie trzeba być fanem marki, by to zrozumieć. Niemniej – póki się tego nie zobaczy z bliska, nie dotknie i nie usłyszy, to nie ma o czym mówić. Słowa nie są w stanie tego oddać.

Tuż obok raju maniaków Audi znalazła się bardzo ciekawa atrakcja dla osób, które posiadają prawo jazdy od jakiegoś czasu i oczywiście – nie tankowały chwilę wcześniej napojów wyskokowych. Mowa tu o możliwości poprowadzenia nowej Skody Yeti po specjalnie przygotowanym torze przeszkód. Skosy, wzgórza, woda – wszystko ekstremalnie przerysowane. Była to niewątpliwa okazja, by sprawdzić się w trudnych warunkach, które w zasadzie nie występują w codziennym życiu kierowcy. Straszyć jednak mogły kolejki. Samochodów było mało, tor nieduży, a chętnych do podjęcia „Próby Yeti” cały tłum.

Nie mieliśmy jednak czasu oczekiwać na wolną Skodę – w końcu tak wiele aut czekało na flesze naszych aparatów. Wędrówkę po halach rozpoczęliśmy od koncernu Volkswagen, który wyraźnie dominował na targach. Nie trzeba być wielkim znawcą, by zrozumieć jak wiele modeli samochodów można tam znaleźć. W końcu tu nie chodziło tylko o Volkswagena! Audi, Seat, Skoda, ale też Porsche, Lamborghini i Bentley – tak, to jest to! I dokładnie te marki tam znaleźliśmy. Od czego by tu zacząć…

Volkswagen niech będzie już pierwszy, skoro już tyle o nim mówimy. Pierwszym modelem, który rzucał się w oczy był nowy CC, pięknie wyeksponowany, duży – po prostu limuzyna, notabene nie byle jaka. Poza tym oczywiście pozostałe auta z oferty VW i dwa smaczki. Pierwszym z nich był nadto (w mojej opinii) futurystyczny XL1, który cieszy się niezwykle niskim spalaniem – bo na poziomie około 1 litra na 100 km. Brzmi to trochę jak rewolucja, ale patrząc na niego – niekoniecznie. Sytuacją na szczęście ratowała hostessa, a właściwie jej nogi. Jakby tego było mało – niedaleko stał VW E-Up!, obok którego było zwyczajnie pusto. Czyżbyśmy nie byli zainteresowani tanią jazdą i ochroną środowiska?

 

Reklama

 

Tuż obok stały Seaty. Dosłownie stały. Czy było tam życie? Nieszczególnie. Sportowy Leon oraz nowe Toledo nie zrobiły „hałasu” i nie cieszyły się popularnością na targach. Inaczej było jednak ze śmiałkami, których ciekawość skłoniła do zainteresowania się tymi modelami i spróbowania swoich odczuć w środku. Miła pani natychmiast wsiadała jako pasażerka i proponowała kredyt – można, nie? Obok stało Lambo i Bentley, ale zapomnij, że podejdziesz. Nie ma macania, lakier zbyt cenny na ślady palców. Nic szczególnego prawdę mówiąc.

Część okupowana przez Skodę cieszyła się natomiast sporym zainteresowaniem. Nie powinno to dziwić, zwłaszcza patrząc na ostatnie modele – nową Octavię (także usportowioną), nowego Rapida (Spaceback), czy tak mocno eksponowaną w ramach targów Skodę Yeti. Pojawił się również kabriolet (zero ściemy) – RS 2000. Trzeba przyznać, że chociaż linią przypomina żabę, to i tak fascynuje. Kto by pomyślał, że na bazie Fabii może powstać roadster.

Porsche I w końcu pozostało to na co tak bardzo czekałem – Audi i Porsche. Przy obu markach tłumy gapiów i macantów, co chyba nikogo nie dziwi. Nowe RS7 Sportback sprawiał wrażenie prawdziwego potwora, do którego strach podejść. Czarny lakier, potężne nadwozie, agresja w każdym calu i… ten spokój. Obok stały takie modele jak Audi RSQ3 (usportowiony SUV, bo tego jeszcze nie było), RS6 Avant oraz dwie odmiany nowego A3, które zasługują na szczególną uwagę. Pierwsza z nich to kabriolet, który trzeba przyznać prezentował się bardzo przyzwoicie (w przeciwieństwie do stojącej obok pani), druga z nich to w zasadzie usportowiona wersja Limousine (S3). Zwłaszcza ta druga przypadła mi do gustu, szczególnie dlatego, że jest to pierwsze A3, które mi się podoba (sedan uratował sytuację, dobra robota chłopaki z Ingolstadt).

I to co tygrysy lubią najbardziej – lepsze i gorsze – Porsche. Tutaj nawet zrobienie zdjęcia było trudne, bo ciągle ktoś wchodził w kadr, zasłaniał , czy po prostu się przepychał. Z nowości na uwagę zasługują oczywiście nowa Targa, która budziła pewien sceptycyzm w moich oczach, kiedy widziałem ją w Internecie, oraz zupełnie nowy Macan, również w dieslu. O ile w pierwszym przypadku moje obawy nie były zasadne i byłem bardzo miło zaskoczony oglądając auto z bliska, o tyle Macan okazał się (przynajmniej na sucho) mniejszym bratem Cayenne, czyli nic szczególnego. I ten diesel (wiem, wiem – różnorodność zapewnia im rynkowy sukces).

MercedesPoszliśmy dalej, bo w końcu nie samym koncernem Volkswagen żyją fani motoryzacji. Mercedes? No dobra! Tu wielkie zaskoczenie, dosłownie. Mowa o G 63 od AMG (ten z napędem 6x6, którego testowali w ostatniej serii Top Gear). Wiedziałem, że to duży samochód, skoro ma dodatkową parę kół, notabene przystosowanych do jazdy terenowej. Wiedziałem też, że był robiony jako projekt niekoniecznie cywilny, ale nigdy bym sobie go nie wyobrażał tak potężnego. Mała ciężarówka miejscami okazałaby się łatwiejsza do zaparkowania. Niemniej budził podziw, podobnie jak cena. Wersję podstawową możemy kupić już za nieco ponad 400 tysięcy złotych, a prezentowaną na targach za bagatela 2 miliony złotych. Nie masz tyle pod ręką? Nie ma problemu! Możesz wziąć w leasing już za niecałe 6 tysięcy złotych miesięcznie. Spiesz się, oferta limitowana! Równie dobrze, choć nie tak majestatycznie, prezentowało się też kabrio od Mercedesa – chodzi o SLK. Tu jednak cena nie była tak prestiżowa, bo wersja podstawowa kosztuje tylko 169 tysięcy. Szkoda sobie tym zawracać głowę.

Ferrari Nieopodal Mercedesa czaiło się Infiniti, które nie pokazało nic szczególnego oraz Ferrari, które za ogrodzeniem trzymało swoją małą stadninę pozornie przyozdobioną grupą niewiast. Problem w tym, że panie te miały doczepione jakieś dziwne skrzydełka, ociekały silikonem i zachowywały się trochę jak szympansy w zoo. Szkoda, rok temu było to lepiej rozwiązane.

Azjatyckie marki nie pokazały w zasadzie nic wartego szczególnej uwagi w tym roku. Honda nie błysnęła niczym szczególnym, Hyundai również. Toyota natomiast pokazała całą gamę produkowanych hybryd, jak łatwo zgadnąć nie cieszyły się one zainteresowaniem tłumów. Kia zaprezentowała natomiast swój koncept, który wygląda jak przypadkowe połączenie muscle cara z SUVem – nieładnie. Takich rzeczy się nie robi. Kia Provo dziwiła jednak wszystkich, a zdania wypowiadane w jej stronę były naprawdę podzielone.

Peugot A co z pozostałymi markami? Francja nie zrobiła show, ale może to kwestia tego, że nie miała czym. Jeden Peugeot zasłużył na szczególną uwagę, ale nie wiem, czy możemy go zakwalifikować, gdyż jest on rowerem. Ford? Najlepszy był stary Mustang.

Ponadto zwiedzić można było salon motocyklowy, wystawę aut zabytkowych, samochody tuningowane (były też pokazy sprzętu audio). Z innych atrakcji – możliwość odbycia przejażdżki podobnej do tej Skody – tylko, że Jeepem i jako pasażer. Odbyły się także wybory miss, którym przyglądaliśmy się ze zlokalizowanego tuż obok bufetu (bo przecież nie nazwę tego ogródkiem piwnym).

Myśl końcowa? Impreza zdecydowanie udana. Targi motoryzacyjne w Poznaniu trzymają wysoki poziom i gwarantują dobrze spędzony czas. A co do samochodów – gdyby Ferrari nie zostało królem plastiku, to byłbym w pełni kontent z tego, co tam zobaczyłem. Do zobaczenia za rok!

Łukasz Heger

 

Dodaj komentarz
Kod antyspamowy Odśwież