Poprzednia wersja VW Beetle była kompletnym niewypałem. Przód trudno było odróżnić od tyłu - identyczna forma świateł i taka sama linia nadwozia - i w środku dodatkowo jeszcze ten flakonik na kwiatek! To była porażka. Na szczęście w Volkswagenie potrafią wyciągać wnioski i tym razem nie popełnili tego samego błędu.

 

Testowy model samochodu to wersja Design. Łatwo ją odróżnić od pozostałych po chromowanych elementach nadwozia. Listwa biegnąca tuż pod drzwiami, dolny przedni pas otoczony obwódką z chromu oraz klamki w kolorze nadwozia. Uzupełnieniem tego wyglądu są obręcze kół stylizowane na odległe lata, o których zapewne większość już zapomniała. Całość tworzy niepowtarzalny wygląd. Po prostu nie możesz oderwać wzroku. Dodatkiem są sportowe, białe pasy biegnące przez całą karoserię od przodu aż na tył. Szczególnie urokliwie wkomponowały się w klapę bagażnika, która po otwarciu jest naprawdę ogromna. Wygląda jak parasol, który ma chronić wszystko co znajduje się w jego pobliżu.

Reklama

Oglądając świat od środka na pewno nie umknie waszej uwadze kształt przednich ram w których znajdują się szyby. Jest on charakterystycznie prostokątny. Tak jakby linia okien zawężała się ku tyłowi. Ciemna tapicerka dachowa, świetnie wyprofilowane fotele  oraz dodatki w kolorze czerwonym rozjaśniają wnętrze. Połączono nowoczesność z nostalgią. Szkoda, że ta ostatnia ma odzwierciedlenie tylko w pokrywie przedniego schowka, ale zawsze jest to jakiś element. Ułożenie całego kokpitu prostopadle, bez żadnych zaokrągleń też nawiązuje do przeszłości. W sumie w takim wnętrzu nie czujemy się źle.

Przed oczami proste zegary z wyskalowanym aż do 260 km/h prędkościomierzem. Oczywiście jest to zastanawiające, bo maksymalnie VW Beetle z silnikiem o mocy 105 KM pojedzie 180 km/h i nic więcej. Widocznie został zamontowany już pod kątem wersji Sport.

Pod maską testowanego samochodu znalazła się jednostka o pojemności 1,2 litra TSI o mocy 105 KM. Początkowo uważałem, że jazda będzie uciążliwa, wręcz ślimacza, ale moje obawy zniknęły już po pokonaniu pierwszych kilometrów. W mieście silnik okazał się bardzo elastyczny. Jazda od 50 km/h na 5 biegu nie była problemem. Zresztą tzw „podpowiadacz" zmiany biegów czuwał i dawał szybko znać o możliwości zastosowania kolejnego przełożenia, tak aby jazda była ekonomiczna i efektywna. Do dyspozycji 6-biegowy manual. Tutaj każdy zaraz się podrapie po głowie i zapyta dlaczego w takim samochodzie nie ma słynnej na całym świecie skrzyni DSG? Jest tylko w wersji Sport, ale to już inna historia. W naszej wersji Design miałem do dyspozycji manualną skrzynię biegów i wcale nie narzekałem. Nie było problemów z prowadzeniem drążka zmiany biegów. Wszystko odbywało się płynnie, bez żadnych zgrzytów i błądzenia między przełożeniami.

Praca układu zawieszenia to całkowita neutralność. Świetnie sobie radził na dziurawych jezdniach, a przemieszczanie się po gładkim jak stół asfalcie było przyjemnością. Jedyne co dało się odczuć to wrażliwość na mocniejsze podmuchy wiatru. Ale tutaj trzeba zaznaczyć jedno, że VW Beetle nie służy do sportowej jazdy. Tym autem trzeba się delektować z każdego przejeżdżanego metra. Macie wówczas czas na rozglądanie się i podziwianie tego jak zmienia się Polska. Bagażnik o pojemności 310 litrów może zbyt wielki nie jest, ale dla młodej, trzyosobowej rodzinki wystarczy. Nic tylko zapakować podręczny sprzęt i w drogę.

Sławomir Herman

Dodaj komentarz
Kod antyspamowy Odśwież